ROCZNIK 1965
SPOTKANIE KOLEŻEŃSKIE ABSOLWENTÓW AWF WROCŁAW
ROCZNIKA 1961-1965
KRAKÓW 2009
Zjazd Rocznika 1965 - tym razem w Krakowie
     Od roku 2000 spotykamy się systematycznie coraz to w innej miejscowości. Po ubiegłorocznym balowaniu w Zakopanem, do Krakowa zaprosił nas Kazimierz „ Hrabia” Niemierka z Niemierek. Zgodnie z zasadą, mówiącą o tym, że szlachectwo zobowiązuje, z należytą starannością przygotował program naszego pobytu w tym królewskim mieście.
     Zakwaterowanie, dobre wyżywienie i miła obsługa w pensjonacie „Na Wzgórzu” na Osiedlu „Na Wzgórzach” w Nowej Hucie, spełniały nasze oczekiwania. Dodatkowym walorem była bliskość przystanku tramwajowego i bezpośrednie połączenie z centrum miasta. Do godziny 19–tej przybyli wszyscy uczestnicy spotkania w liczbie 35 osób. W udekorowanej sali, z historycznym już transparentem informującym o naszej tożsamości grupowej, rozpoczęła się uroczysta kolacja.
     Obowiązywały stroje wieczorowe. Powitalne, nie pozbawione patosu, przemówienie wygłosił – organizator - Kaziu Niemierka. Ukazał on rys historyczny tych spotkań i rolę, jaką odegrała w nich Krystyna Dybuś-Stachowska, której niespodziewane odejście uczciliśmy chwilą milczenia. Z czasem podniosłość atmosfery topniała, a wczuwający się w nasze gusta zespół muzyczny porywał do tańca. Może być dumna z nas Pani Tatiana Pietrow, tańczyliśmy wszyscy, dużo, z figurami i do muzyki, pomimo powoli topniejącej kondycji tanecznej. Był to też okres przekazywania informacji o sobie i zmianach, jakie zaszły w naszym życiu. Zabawa trwała prawie do rana. Po sutym śniadaniu, w znakomitych humorach i przy pięknej słonecznej pogodzie udaliśmy się do centrum miasta.
     Dla większości uczestników zjazdu wielkie zaskoczenie wywołało nowe rozwiązanie architektoniczne dworca kolejowego i jego okolic. Podziemne perony tramwajowe, ruchome schody prowadzące wprost do olbrzymiej galerii handlowej, to nowe oblicze Krakowa. Spokojny, w stylu krakowskim, spacer do rynku był okazją do odgrzewania dawnych wspomnień i czasem na swobodne pogawędki. Bo przecież głównym celem naszego spotkania było pogadanie i nacieszenie się sobą. Rynek pełen ludzi, kwiaciarki, gołębie i hejnał przetrwały bez zmian, ale toczące się jeden za drugim wykwintne powozy z turystami to sięgające do tradycji, nowy elementy współczesności. Zmieniają się również sukiennice; jedna połowa jest w remoncie. O faktach, zabytkach i planach rozwoju miasta opowiada nam, mieszkający w nim dopiero od kilku lat– Kaziu, znawca historii i miłośnik Krakowa. Idąc spacerkiem ul. Bracką w stronę Wawelu podziwialiśmy zabytki architektury, a koło muzeum szokującą instalację plastyczną, dotyczącą wystawy obrazów Leonardo da Vinci. Przy ul. Franciszkańskiej zatrzymaliśmy się przed „oknem papieskim”. Był to dla wielu moment zadumy nad wielkością i osobowością tego Wielkiego Polaka. Czczonego niekiedy prawie jak bóstwo, jednak bez głębszej refleksji o tym, czego On od nas oczekiwał, jako od ludzi, których tożsamość oceniał po czynach, a nie po dostatku lub tytułach. Był On wzorcem osobowościowym, nie tylko w sferze duchowej, ale także cielesnej. Miłośnik aktywności ruchowej, pomimo swoich licznych obowiązków znajdował czas na wędrówki górskie, spływy kajakowe, narciarstwo. Cenił sobie radość i pożytek dla zdrowia, jaką daje rekreacja ruchowa. Jako filozof i teolog widział człowieka nie tylko w wymiarze duchowym, ale również cielesnym, a swoim postępowaniem dawał przykłady harmonijnego współistnienia tych dwóch sfer ludzkiej osobowości. Można powiedzieć, że kultywując helleńską ideę człowieka, był osobowym wzorcem kultury fizycznej.
     W znajdującym się nieopodal namiocie jest dużo pamiątek po papieżu, profesorze, mistrzu - Karolu Wojtyle. W okolicznych kioskach wiele religijnych gadżetów z nim związanych. Rodzi się w tym momencie pytanie, a ile jest jego nauki w naszym życiu doczesnym. Ile jest w nas dobra i miłości, będących fundamentalnymi wartościami dla każdego człowieka. Takie refleksje snuły się w naszych głowach i poruszano je w drodze na Wawel. Można powiedzieć, że była to część refleksyjna naszej wyprawy po skarbach Krakowa.
     Na Wawelu tłoczno, okazja do pogubienia się, ale intuicja i telefony komórkowe szybko scaliły grupę. Długi spacer dawał o sobie znaki zmęczenia, toteż z zadowoleniem powitano przerwę kawową, w ogródku pod sukiennicami. Była to, między innymi, sposobność do wymiany poglądów na tematy międzynarodowe, bowiem, takie tam było towarzystwo. Następnie smaczny obiad i spacer powrotny wypełniły program turystyczny tego dnia. O godzinie 18– tej rozpoczął się program o charakterze duchowym. W pobliskim kościele odbyła się msza w intencji naszego rocznika, zmarłych naszych profesorów i już dwudziestu dwóch koleżanek i kolegów. Ich nazwiska wyczytał koncelebrujący w mszy Kaziu. Na zakończenie nabożeństwa, ksiądz proboszcz udzielił indywidualnego błogosławieństwa każdemu z uczestników zjazdu.
     Dzień kończyła wystawna kolacja, rozpoczęta toastem na cześć młodej pary Krystyny Dichting i Ryśka Popławskiego, którzy odnaleźli się dla siebie na spotkaniu rocznika w 2007 roku w Rawiczu i postanowili zostać małżeństwem. Rytualne „ gorzko, gorzko” i gromkie „ sto lat” zainicjowały wieczór śpiewający. Pomimo pewnych oznak oddalania się od młodości- pozostały nam silne głosy i chęć do śpiewania. Przypomniano sobie piosenki rajdowe, biesiadne, partyzanckie i patriotyczne. Po jakości śpiewu widać było duże wyrobienie imprezowe. Szczególną atrakcją tego wieczory były występy „ Hrabiego” w postaci satyrycznych monologów, anegdotek i bardzo zabawnych dowcipów – szczególnie w języku rosyjskim.
     Poranne śniadanie stanowiło pierwszy etap pożegnania. Dokonano podsumowania naszego pobytu, co w dwudziestosześciozwrotkowym wierszem uczynił Jurek Zachęba. Bukiet kwiatów i wychwalający zasługi personelu pensjonatu wiersz przekazano także jego szefowej. Ustalono miejsce i termin następnego spotkania, które odbędzie się w połowie września przyszłego roku w Rzeszowie, na zaproszenie Jacka Bilińskiego – dziekana wydziału turystyki i rekreacji – Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie.
     Część druga pożegnania odbyła się nieopodal, w domu Kazika, który staropolskim obyczajem nas ugościł. Poznaliśmy jego uroczą żonę Panią Zosię wspierającą Kazika w jego licznych zainteresowaniach. Na zakończenie nasz „moderator” – Mirek Śliwiński, z bukietem kwiatów i kwiecistą mową, podziękował Państwu Niemierkom za zaproszenie nas do Krakowa i perfekcyjne, w stylu krakowskim, zorganizowanie naszego pobytu. Czułe pożegnania i obietnice spotkania się za rok zakończyły nasz pobyt w Krakowie.
     Zamiast podsumowania będzie osobista refleksja końcowa, która wiąże się z poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie dlaczego się spotykamy? Czyżby tylko dla zabicia nudy, chęci chwilowego ożywienia, odmiany szarości dnia codziennego? Z pewnością po części też. Ale właściwa odpowiedź tkwi w głębszych sferach naszej osobowości, związanymi w pozytywnymi doznaniami czasu przeszłego. Byliśmy rocznikiem dobrze zorganizowanym, a co najważniejsze lubiliśmy się, nie tylko w obrębie grup ćwiczeniowych, ale także szerzej, w wymiarze całego roku. Bardzo dobre były relacje koleżeńskie między dziewczętami a chłopcami. Darzyliśmy się wzajemną sympatią i mogliśmy na siebie liczyć. Mieliśmy wysokie poczucie własnej tożsamości, jako rocznik, przejawiające się poważnym stosunkiem do obowiązków związanych ze studiowaniem oraz zwartości naszej grupy. Obozy, rajdy, a u chłopców zajęcia wojskowe wzmacniały więzi między nami, ukazywały nasze osobowości w warunkach trudnych. Można powiedzieć, że sprawdzaliśmy się w różnych sytuacjach. Wiemy, że możemy na siebie liczyć. Wprawdzie doświadczenia życia wpłynęły na nasze postawy; staliśmy się mądrzejsi, bardziej doświadczeni życiowo, łatwiej jest nam odróżnić dobro od zła i ocenić co w życiu jest najbardziej wartościowe. To przyjaźń wyniesiona z okresu studiów w odniesieniu do najbliższych koleżanek i kolegów oraz sympatia dla tych dalszych, skłaniają do chęci spotkania się i porozmawiania o wielu sprawach z przeszłości i dnia dzisiejszego. Czasem szukamy we wspomnieniach najmilszych chwil z młodości i ponownie radośnie je przeżywamy, czasem oczekujemy oceniającej opinii, czasem też chcemy się pochwalić lub ponarzekać. Czyli pogadać o wszystkim z kimś, kogo się lubi i do kogo ma się zaufanie.
     Wiadomo, że nie wszyscy ludzie mają takie same potrzeby, podobnie nie wszyscy koledzy z naszego rocznika mają jednakowe poczucie więzi społecznej, dlatego jest sprawą normalną, że nie wszyscy uczestniczą w tego rodzaju spotkaniach. Są z pewnością też i tacy, którzy bardzo by pragnęli w nich uczestniczyć, lecz ze względów obiektywnych uczynić tego nie mogą.

     P.S.Dla zachowania tradycji i dodania urody temu spotkaniu dołączam wybrane fragmenty wspomnianego wiersza Jurka Zachęby:

Zrobiliśmy to, co chciałaś KRYSIU w testamencie;
było nas nie trochę, lecz znacząco więcej.

Byli nawet debiutanci, wspaniała pogoda.
Tylko wielu z nas zabrakło i tego nam szkoda.

Eleganckie koleżanki, wytworni panowie,
choć siwizny ciut przybyło na niejednej głowie.

Wszyscy świetnie się bawili, zanim nie przestali,
a na poprawinach to głównie śpiewali.

„Hrabia” spisał się na medal i to w każdym względzie,
stąd obawy, że już lepiej chyba nam nie będzie.

A, za rok kolejna frajda, tym razem w Rzeszowie.
Stawmy się w liczniejszym gronie, niż było w Krakowie.
 
W oczekiwaniu na następne spotkanie - Stanisław Szczepański