ROCZNIK 1968
SPOTKANIE KOLEŻEŃSKIE ABSOLWENTÓW AWF WROCŁAW
ROCZNIKA 1964-1968
SZCZYTNA 12.09. - 14.09.2008 r.
40 lat minęło
     „40 lat minęło jak jeden dzień”…, tak właśnie myśleliśmy, spotykając się w Szczytnej koło Polanicy w 40-tą rocznicę ukończenia studiów - wtedy jeszcze WSWF-u. Znowu mieliśmy po dwadzieścia kilka lat, słychać było śmiechy, żarty, słowem czuło się powiew radości ze spotkania.
     Nasz rocznik, to lata 1964-1968. Zaczynało nas 120, ukończyło 97 łącznie z tymi ze starszych roczników, którzy właśnie z nami bronili prac magisterskich.
     Niestety nie ma już wśród nas Jurka Melana, Aliny Fus, Piotrka Wolnego, Ani Miland. I chociaż nie ma ich fizycznie, to w naszej pamięci pozostaną na zawsze.
     Szczytna to mała miejscowość k/Polanicy, która niegdyś znana była z wyrobu pięknych kryształów, obecnie nastawiona jest na turystykę. To właśnie tutaj w dniach 12-14 września 2008 r. odbył się nasz zjazd, a jego głównymi organizatorkami były Mirka Karbolewska-Turyńska i Dusia Jezierska. Równolegle z nami spotkały się dwa młodsze roczniki, ale frekwencja naszego rocznika (43 osoby) przebiła wszystkich.
     W piątek wieczorem, po rozlokowaniu w pokojach, uczestnicy spotkania udali się na uroczystą kolację, wszyscy w pięknych i eleganckich strojach. Bawiliśmy się do białego rana, mimo że „orkiestra” serwowała miejscami taką muzykę, że tylko ogromna wyobraźnia muzyczna (dzięki Tatianie Pietrow), pozwoliła na tańce.
     Sobota była równie atrakcyjnym dniem. Przed południem odbyły się różne wycieczki. Część grupy, pod wodzą Waldka Dyby udała się do zamku Szczytnik, część pieszo do Polanicy, inni pojechali do Wambierzyc, a jeszcze inni poszli tylko sobie znanymi ścieżkami.
     Po południu przyszedł czas na ognisko i grilla – znowu były wspominki, a Benek Karmowski odśpiewał sławną „operę” stworzoną w czasie obozu zimowego w Zieleńcu 1966 roku. W opowiadaniu dowcipów brylowali Lucek Matluch i Andrzej Maciejewski, reszta uzupełniała to śpiewaniem naszych studenckich piosenek np.: „My z WSWF-u, my się nie damy, bo my ze sportem sztamę trzymamy, choć Polibuda do nas szura, to nas zbytnio nie rozczula...” albo „ „Dziś na stoku się zjawili jacyś dwaj cywili, obaj grubi byli, szeroko jeździli, nic nikomu nie mówili, tylko orły bili, tylko orły bili, fest a fest...” Tych piosenek było wiele, a z każdą wiązały się wspomnienia – czas zatrzymał się na latach naszej młodości.
     W niedzielę po śniadaniu część, po niekończącym się pożegnaniu, musiała odjechać, ci co pozostawali do obiadu udali się znowu pod wodzą Waldka tym razem do sławnego gospodarstwa agroturystycznego „Piekiełko” z wybornym grzanym winem.
     I tak nasz zjazd późnym popołudniem dobiegł końca. Co nam dało to spotkanie:
     - ubyło nam lat,
     - odzyskaliśmy siły witalne,
     - nauczyliśmy się cieszyć tym co mamy i patrzeć z optymizmem w przyszłość.
     By to utrzymać planujemy spotkanie za rok, a teraz dziękujemy Mirce i Dusi za zapał i trud przygotowania zjazdu.
 
Ludka Podgórska-Rymer – R. 1968