ROCZNIK 1977
SPOTKANIE KOLEŻEŃSKIE ABSOLWENTÓW AWF WROCŁAW
ROCZNIKA 1973-1977
OLEJNICA 19.09. - 21.09.2008 r.
Olejnicka gala Rocznika 1977
 
     W dosyć licznym gronie – około 40 osób, skrzyknęliśmy się na trzy dni 19 – 21 września br. w Olejnicy na „nadzwyczajny zjazd” w 31. rocznicę ukończenia studiów. Rok wcześniej odbył się w Zieleńcu zjazd 30-lecia, a w 2008 r. wyszła wręcz uroczysta gala, a to głównie za sprawą wyboru jednego z nas – Kolegi Juliusza Migasiewicza na rektora naszej Alma Mater. Nic dziwnego, że z wypiekami na twarzy gratulowaliśmy i biliśmy Mu brawo, bo toż to dopiero czwarty – po Julianie Jonkiszu, Tadeuszu Boberze i Tadeuszu Koszczycu, rektor wywodzący się z grona absolwentów naszej Słonecznej Uczelni. W dowód uznania wręczyliśmy JM Rektorowi piękną rzeźbę sowy – symbol mądrości, którą z trudem wykupiliśmy od rzeźbiarza Mariana Murka z pobliskiego Górska, który wcale nie miał ochoty jej się pozbyć.
     Gala miała kilka charakterystycznych części, które w największym skrócie miały stepujący przebieg:
     Część I – piątek 19-go, powitanie i feta na cześć Kolegi Migasiewicza. W roli gospodarzy wystąpiła nie tylko czwórka głównych organizatorów: Krysia Antoniak-Lewandowska, Ala Rutkowska-Kucharska, Henryk Nawara i Edek Caban, ale także rekrutujący się z naszego rocznika Zdzichu Paliga – kanclerz Uczelni. Właściwie dopiero tu w Olejnicy uświadomiliśmy sobie jak liczne grono z rocznika 1977 zasiliło szeregi wykładowców uczelni oraz jakie osiągnęło awanse naukowe (2 profesorów) i pozycje zawodowe. Rocznikową listę karier poza uczelnią można by ciągnąć dalej, np. wieloletni dyrektor II LO we Wrocławiu Jurek Łysiał, dyrektor nowo powołanego do życia Młodzieżowego Centrum Sportu z siedzibą na Stadionie Olimpijskim Waldek Biskup, nie wspominając już o tych, co znakomicie sobie radzą w kraju i godnie reprezentują AWF za granicą. A zjawili się absolwenci z dalekiego świata - z Holandii, Szwecji (ciekawa rocznikowa postać Zbyszek Stenik). Tym razem nie dojechał z USA często odwiedzający nas „trzeci bliźniak” – z pary Nawara – Stasia – twórców wielokroć nagradzanego uczelnianego kabaretu – Andrzej Krawczyk. Prawdopodobnie przewidział kryzys finansowy i pozostał u Jankesów, aby pilnować interesów i wspierać prezydenta Busha w wysiłkach o ratowanie przed całkowitym zawaleniem się tej światowej potęgi.
     Część II – ognisko, grill itd. „pod wigwamem” na starej ujeżdżalni, gdzie wszystko doskonale przygotował i dopilnował zapobiegliwy i niezawodny szef ośrodka Ryszard Ludkiwicz. O tym co się działo w trakcie tej wspaniałej biesiady można by pisać całe tomy, więc poprzestaniemy na zaanonsowaniu, że się odbyło z rozmachem, radośnie i prawie do białego rana.
     Część III – sobota 20-go, po śniadaniu (niektórzy po ognisku mieli jeszcze apetyty!?) zwiedzanie ośrodka. Tak! Tak! Większość z nas w Olejnicy była 35 lat temu, gdy nie było 10. funkcjonalnych szałasów (spaliśmy w namiotach), nie było sanitariatu – były latryny, a umywalnia w jeziorze, nie było stołówki wraz z obszernym holem, świetlicą i salą wykładową, tylko bidna prowizorka na wolnym powietrzu. Nie było hotelu, zespołu kortów, boisk do siatkówki, koszykówki i badmintona, nie było basenu, no i pięknej przystani żeglarsko-kajakowej na Jeziorze Górskim. Idąc nad to jezioro, podziwiano zmiany jakie zaszły na tej maleńkiej wsi – droga asfaltowa w miejsce szutrowej, chodniki, oświetlenie, no i lokale – „Diana”, „Graffiti”, nie mówiąc już o sklepie bogato zaopatrzonym we wszystkie dobra do jedzenia i picia. Kto to widział ponad trzydzieści lat temu, żeby w Olejnicy można było tak po prostu kupić piwo (i to ilu marek), różne alkohole. Dzisiejsi studenci nie przeżywają tego dreszczyku emocji co dawniej, kiedy przemycaliśmy do obozu cudem zdobyte piwo z Bojanowa.
     Uczestnicy gali tracili orientację na terenie ośrodka, gdyż to już nie ten las, nie ta zabudowa, ktoś powiedział, że chyba pozmieniano strony świta, bo zupełnie nie może się połapać w dzisiejszej Olejnicy.
     Część IV – po obiedzie, seans multimedialny. Wyświetlanie filmów i przeźroczy (przygotowanych na 40-lecie Olejnicy w 2004 r) obrazujących rozwój ośrodka, a także rozwój uczelni. Odpowiedzi na pytania kto jeszcze ze starej kadry nadal pracuje, kto z naszych pełni jakieś funkcje, co się zmienia na uczelni, jakie są dalsze perspektywy. Na wszystkie te pytania miał kto odpowiadać – rektor, kanclerz, stały olejnicki bywalec i autor książki-albumu „40 Lat Olejnicy”, Heniek Nawara, współwykonawca przystani i jeden z jej głównych użytkowników Edek Caban. Zachęcano Koleżanki i Kolegów do odwiedzenia Uczelni i naocznego przekonania się o rozmachu na Stadionie Olimpijskim.
     Część V – wieczór przy świecach. Wspaniale zorganizowana na świetlicy przez niezawodnych profesjonalistów Henia Nawarę i Marka Stasiaka impreza artystyczna. Zapaliliśmy świece wspominając naszych Nieobecnych, aż dziw ile już tych świec przyszło nam zapalić. W dalszej części Henio i Marek przy pianinie dali koncert muzyczno-wokalny.
     Część VI – uroczysta kolacja i bal. Co tu dużo opisywać. Było elegancko – jak te nasze Koleżanki wspaniale prezentowały się w pięknych kreacjach, a i Koledzy niczego sobie. Jednym słowem bal na „siedem fajerek”. Nie wiadomo kiedy zaczęło świtać.
     Część VII – niedzielny poranek (a dokładniej przedpołudnie) 21-go. Śniadanie, ostatnie spacery, pożegnanie z Olejnicą, z Koleżankami i Kolegami, kolejne pamiątkowe zdjęcia, wymiany lub korekcje adresów i telefonów. Jednym słowem p o ż e g n a n i e!
     Do następnego spotkania – na pewno nie za trzydzieści lat.

     Wszystko to skrzętnie zapisywał w sobotni, piękny słoneczny październikowy dzionek, siedząc na werandzie jednego z domków socjalnych w Olejnicy Ryszard Jezierski, co ze swadą i niezmiernie kwieciście opowiadał - Edward Caban – R. 1977.