SPOTKANIA ROCZNIKA 1950 - 1953


JUBILEUSZOWY ZJAZD ROCZNIKA 1950-1953

W dniach 12 -14 września b.r. we Wrocławiu i Dusznikach odbył się jubileuszowy (50 lecie) zjazd absolwentów WSWF rocznika 1950-53.

W zjeździe uczestniczyły 22 osoby (84) w tym 6 koleżanek. Ze smutkiem odnotowaliśmy odejście z naszego grona 20 osób, w tym tylko jednej koleżanki. Ktoś złośliwie to skomentował, że kobiety dlatego żyją dłużej, bo nie mają żon, co w świetle statystyk świadczących, że właśnie żonaci żyją dłużej - jest oczywistą nieprawdą.

Inną przyczyną absencji na zjeździe okazały się sygnalizowane listownie poważne dolegliwości zdrowotne samych bohaterów lub ich współmałżonków.

Część koleżeństwa Jubileuszowy Zjazd po prostu olała nie racząc nawet odpowiedzieć na zaproszenie. Serdeczne powitanie uczestników nastąpiło w kawiarence przy hali sportowej. Odczytano listę obecności, czcząc minutą ciszy pamięć zmarłych kolegów. Wszyscy obecni otrzymali materiały przygotowane przez organizatorów. Były to obok barwnych folderów AWF Wrocław: wizerunek „Dziadka” prof. A. Klisieckiego z nieodłącznym pieskiem, dwie moje krotochwile „Emerytura” i „Epitafie” dla całego rocznika napisane specjalnie na tę okoliczność. Część tych epitafii zdążyła się niestety zaktualizować.

Następnie pod wodzą Zbyszka Naglaka, jedynego z rocznika jeszcze pracującego na AWF udano się na zwiedzanie nowych obiektów Uczelni. Koleżanki i Koledzy studiujący na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku w skromnych i w większości wypożyczanych obiektach, podziwiali 50-cio letni dorobek Uczelni. Wspaniałą aulę, doskonale wyposażone gabinety i pracownie naukowe w budynkach P-2 i P-3. Prawdziwy zachwyt zwiedzających wzbudziła wielofunkcyjna hala sportowa z zapleczem oraz nowoczesna kryta pływalnia z podwodnymi wizjerami oraz kryte korty tenisowe.

Zebrani nie kryli słów uznania dla polityki władz AWF dzięki której możliwy był tak imponujący rozwój infrastruktury Uczelni.

Po uroczystym obiedzie udaliśmy się autokarem do Dusznik Zdroju gdzie rozgościliśmy się w luksusowym pensjonacie „Skałka”. Wieczorem po wystawnej kolacji w urokliwej „Bacówce pod liściem” odbył się wieczór wspomnień, wyświetlono tam film video z wcześniejszych spotkań w Lasocinie (35), Karpaczu (40) i z okazji 50-lecia Uczelni (1996). Zebrani z rozrzewnieniem oglądali siebie i kolegów sprzed kilkunastu lat. Wspominali tych ongiś tak szampańsko bawiących się a którzy już odeszli na zawsze . Komentarzom i wspominkom nie było końca. Był to wzruszający i niezapomniany wieczór.

Nazajutrz odbyła się całodniowa autokarowa wycieczka szlakiem Doliny Kłodzkiej. Zwiedzaliśmy kolejno, Polanicę Zdrój, Błędne Skały, Kudowę Zdrój, Czermną i Zieleniec. Polanica Zdrój, ta perła dolnośląskich uzdrowisk, jakże wypiękniała po pamiętnej powodzi w 1997 roku. Uregulowane brzegi Bystrzycy Dusznickiej z uroczymi mostkami, mozaikowa kostka chodników i pyszniące się pastelową tonacją odnowione fasady willi i pensjonatów cieszyły oczy. W Parku Zdrojowym spijaliśmy sławetne lecznicze wody, kupowali pamiątki, robili zdjęcia.

Z Polanicy udaliśmy się do leżących u podnóża Gór Stołowych Wambierzyc, których główną atrakcją jest późnobarokowa bazylika. W tym 17- to wiecznym kościele w stylu włoskiego baroku podziwialiśmy przebogaty wystrój wnętrza. Część koleżeństwa dla których pokonanie stromych schodów świątyni było zbyt trudne raczyło się kawą w sąsiadującym z bazyliką stylowym lokalu.

Z Wambierzyc przez Radków i Karłów karkołomną szosą 100 zakrętów dotarliśmy do Błędnych Skał. Niestety tutaj nie dopisała aura i te malownicze cuda natury podziwialiśmy w strugach deszczu z okien autokaru. Niedostatek ów wyrównała nam niezastąpiona Hanka Medyńska licencjonowany przewodnik tego regionu. Jej pełne swady barwne opisy i komentarze na całej trasie dotyczące mijanych miejscowości, z ich historią, legendami i ciekawostkami znakomicie ilustrowały i wzbogacały nasze częściowo już zatarte wiadomości.

Kudowa Zdrój powitała nas jeszcze chmurną ale już bezdeszczową pogodą. Spacerowaliśmy więc po Parku Zdrojowym podziwiając bogatą roślinność, pstrykali zdjęcia, pili mineralne wody i nie tylko. Będąc w Kudowie nie sposób pominąć Czermnej z jej słynną Kaplicą Czaszek. Obok barokowego kościoła niewielka kaplica wyłożona czaszkami i kośćmi ludzi zmarłych i poległych w wojnach 30-to letniej i śląskiej skłania zwiedzających do zadumy nad kruchością i przemijaniem życia.

Drogę powrotną do Dusznik obraliśmy przez Zieleniec, który w ostatnich kilkudziesięciu latach był bazą sportów zimowych AWF Wrocław. Tym razem w odróżnieniu od sezonów zimowych, kiedy jest „Bieleńcem” był soczyście zielony. Tutaj pałeczkę przewodnika przejął od Hanki, Misiu Biliński stały bywalec Zieleńca z racji prowadzenia znanej we Wrocławiu Szkółki Narciarskiej. Tak, tak, nasz zakopiańczyk jest dalej w znakomitej formie. Misiu z niemniejszą swadą opowiadał o fenomenie klimatycznym tego zakątka gdzie śnieg leży najdłużej. Przy okazji wyraził żal, że Uczelnia dotychczasowy gospodarz większości schronisk i wyciągów w Zieleńcu ostatnio ich się pozbyła. I tak bez przygód i pełni wrażeń po zamknięciu pętli po pięknej Ziemi Kotliny Kłodzkiej wróciliśmy pod wieczór do Dusznik. Wieczorem podziwialiśmy bardzo atrakcyjny ostatnio przebój Dusznik-świetlnąfontannę. Z liczną rzeszą kuracjuszy zebranych w Parku Zdrojowym czekaliśmy cierpliwie na widowisko. Nagle wraz z mocnym muzycznym akordem trysnęły w ciemne niebo rozświetlone różnokolorowe smugi wody. W rytmie przejmującej melodii, feeria barw od jasnego seledynu, przez głęboką zieleń aż do krwistej purpury falowała - burzliwie wznosząc się i opadając wodna kaskada. Ten urzekający spektakl zachwycał nas przez cały kwadrans.

Późnym wieczorem spotkaliśmy się znowu w Bacówce na uroczystej kolacji przy „zbójnickim grzańcu” i beczce piwa. Tym razem był to wieczór anegdot i dowcipów. W swoim niewyczerpanym repertuarze kawałów opowiadanych ze swadą, soczystym śląskim dialektem jak zwykle brylował Józek Kopeć. Wtórował mu góralską gwarą rodowity zakopiańczyk Misiu. Wśród koleżanek rej wodziła Lala zapamiętana na studiach jako skromna. rumieniąca się z byle powodu pensjonarka przeistoczyła się w salonową lwicę bez mrugnięcia okiem serwująca zebranym pikantne kawały kwitowane salwami śmiechu. Szampański humor nie opuszczał towarzystwa do późnych godzin nocnych.

Nazajutrz po sutym śniadaniu (szwedzki stół) wyciszeni i zrelaksowani udaliśmy się do Parku Zdrojowego gdzie co poniektórzy koledzy skwapliwie leczyli się mineralnymi wodami ze Zdroju Chopina.

Po wczesnym obiedzie w gościnnej „Skałce” nastąpiło pakowanie, ostatnie grupowe zdjęcia i powrót do Wrocławia. Pożegnalne serdeczne uściski i całusy wymienialiśmy już na dworcach PKS i PKP z solennymi zapewnieniami o następnym spotkaniu na 60-cio leciu Uczelni, a to już za trzy lata.

Antoni Kaczyński