SPOTKANIA ROCZNIKA 1953 - 1956


ZJAZD ROCZNIKA 1953-56 WROCŁAW - SULISTROWICZKI 1-3.10.2003R.

Lecz tym czasem, choć od święta,
Dalej chłopcy i dziewczęta,
Wróćmy znów do naszej szkoły,
Hej my Orły i Sokoły.

A jest dzisiaj do czego wracać. Serce rośnie, gdy się patrzy na wspaniałe, nowe obiekty, baseny, hale sportowe wraz z szatniami, kawiarenkami i miejscami na relaks. Ale tak to teraz jest, nie tylko na naszej uczelni, po prostu świat idzie naprzód. Inni są też ludzie, a może i nie.

Jednakże nie dało się uniknąć porównań - jak jest teraz, a jak było kiedyś. Teraz wszystko jest na miejscu, podane niemal na tacy, a kiedyś bieganina po Wrocławiu - do centrum miasta na basen, tam gdzieś (Na Grobli) na wiosła, lekkoatletyka w parku (gdzie podglądali nas zboczeńcy), część wykładów i ćwiczeń na AM i WSR i gdzieś tam jeszcze.

My najbardziej kochaliśmy być w sercu uczelni na ul. Witelona - stara hala, dwie mniejsze sale, przylegający do Parku Szczytnickiego stadionik la, tam czuło się tętniące wu- efiackie życie.

A obozy narciarskie? Toż, to zupełnie inny świat! Kto pamięta Szczyrk bez wyciągów, sztucznego śniegu, ratraków? My i tylko my. Zajęcia rozpoczynaliśmy marszem z nartami (dosyć marnymi) na plecach, w butach turystycznych „do wszystkiego”, na Skrzyczne lub inną górę. Tam podchodząc na nartach w górę, ćwiczyliśmy ewolucje zjazdowe i znów podchodzenie w górę i ...itd. Na koniec zsuwaliśmy się w dół (czasami po błocku, bo było mało śniegu) do DW „Maria”. A tam wieczorki, kabarety, tańce i swawole. Było wspaniale.

Nad całością sprawował twardą ręką pieczę „Duch Gór” - mgr Antoni Szymański.

Takie to wspominki snuliśmy w Sulistrowiczkach, na rocznikowym zjeździe, którego głównym organizatorem był Tolek Bieszczanin. Zebrało się nas ponad 50 osób, wszystko prawie siedemdziesięciolatkowie. Skąd u nas ten wigor, ta radość, ta chęć bycia razem?

Przecież wszyscy już mają z górki, każdy ma jakieś problemy i kłopoty dnia codziennego.

Piątek - 1.10. był poświęcony na zwiedzanie Uczelni i Wrocławia. Najpierw wycieczka po nowych obiektach na Stadionie Olimpijskim, potem sympatyczne spotkanie (przy kawie i herbacie) z JM Rektorem prof. Tadeuszem Koszczycem, który wręczając nam dyplomy odnowienia immatrykulacji po 50 latach, stwierdził, że jest mile zaskoczony tak licznym gronem Koleżanek i Kolegów. Panowie w eleganckich garniturach pod muszką lub krawatem, panie w specjalnie na tę okoliczność przygotowanych kreacjach, prezentowali się znakomicie.

Nasza Koleżanka Wisia Odorska, kwalifikowana przewodniczka, oprowadziła nas po najbardziej uroczych zakątkach i zabytkach Wrocławia. Był więc Ostrów Tumski wraz z Katedrą, Uniwersytet z Aulą Leopoldina i odrestaurowany Rynek wraz z przyległościam. Jak Ona pięknie mówiła - Wisiu jesteś wspaniała. Przy ogromnych porcjach lodów chwilę odpoczęliśmy i nastąpił wyjazd do Sulistrowiczek.

Już nie wiele czasu pozostało do oczekiwanego przez wszystkich balu. Przywitała nas wspaniale udekorowana sala, stoły suto zastawione a po pierwszych toastach ruszyliśmy w tany. Na początku Rysiek Połomski poprowadził poloneza, szło różnie, ale bawiliśmy się wspaniale. Orkiestra spisywała się znakomicie, hulaliśmy więc ochoczo prawie do białego rana.

Następny dzień przeznaczony był na modlitwy za popełnione dzień wcześniej grzechy i na tak zwaną reanimację, czyli odzyskiwanie sił. A, że wokół są piękne lasy, to radośnie podejmowane spacery dobrze nam zrobiły.

W pięknym kościółku miejscowy proboszcz odprawił dla nas mszę św., a potem on i architekt - współtwórca kościoła, opowiadali historię jego budowy. Kościółek jest naprawdę cudowny. Płaskorzeźby w drewnie, radosne, kolorowe witraże, przedstawiające stylizowane kwiaty. Piękne wrażenie.

Po obiedzie wspaniale bawiliśmy się oglądając filmy z poprzednich zjazdów, ustalając terminy następnych spotkań, dokonując pamiątkowych wpisów. Wieczór spędziliśmy na zajęciach „w podgrupach”, na pogawędkach, wspominkach i chwaleniu się wnukami.

Niedzielny poranek żegnał nas deszczem i wiatrem, za to urocza gospodyni ciepłym słowem.

Po zrobieniu miliona zdjęć, po tysiącach uścisków i pocałunków, grzecznie wsiedliśmy do samochodów i jeszcze grzeczniej rozjechali do domów.

Orły i Sokoły

Minął okres uczelniany,
Który do dziś wspominamy.
Lecz, tymczasem, choć „od święta”
Dalej chłopcy i dziewczęta
wróćmy znów do naszej szkoły
Hej! My Orły i Sokoły!
W ławkach już nie siedzi nikt,
Już nie straszy podły wikt.
Profesorzy nie polują
Na każdego z jakąś dwóją.
Lecz studencka nasza strawa
To też przyjaźń i zabawa.
Choć nam figle płata wiek,
W sercu dalej młody człek.
Słowa pieśni pamiętając,
Do wspominek powracając,
Na studencki pomni śpiew
Odpowiedzmy na ten zew.

Krystyna Osmolak-Suchorab