Wyrastający nad miastem ceglany masyw gotyckiej Bazyliki Mariackiej, Długi Targ - jeden z najpiękniejszych rynków Europy, otoczony szeregiem bogatych fasad renesansowych kamienic z królującym w centrum posągiem Neptuna, stary średniowieczny Żuraw drzemiący u brzegu Mołtawy - to popularne symbole Gdańska.
Do tego Gdańska w dniach 13-16 września 2007 r. zaprosił nas Zbyszek Płonka. Z zaproszenia skorzystali: Jurek Baranowski, Jurek Chwaja, Krystyna Welon-Kustosik, Jurek Łukomski, Gienia Masewicz-Hynażewska, Jan Moskalewski z żoną Sławką Rydlewską, Ziuta Nikolak-Mrożek, Jasiu Piórkowski, Ada Stańczyk-Witkowska, Łucja Łoniewska-Staryk, Teresa Sutyło, Hanka Witkowska-Węgrzyn, Tadek Wolanin, Bolek Żyliński i ja Ryszard Łopuszański.
Powitania, całuski, objęcia, zakwaterowanie, obiado-kolacja, wyjazd nad morze tramwajem nr. 13 do Brzeżna. Wieczór, morze spokojne, piękne molo, oczywiście .."Morze nasze morze wiernie ciebie będziem strzec... " rozlega się po mrocznej plaży - urokliwe chwile.
Nocne Polaków rozmowy w pokojach kończą dzień.
Drugi dziej pobytu poświęcamy Gdańskowi. Pod Stocznią Gdańską, przy sławnych Krzyżach spotykamy się z Panią Barbarą (była dyrektor szkoły, gdzie uczył nasz znakomity kolega Zbyszek), która oprowadza nas po zabytkach miasta.
Zaczynamy naszą wędrówkę od Bramy Wyżynnej, następnie Przedbramie ulicy Długiej, Katownia i Wieża Więzienna, Złota Brama, Dwór Bractwa św. Jerzego, Dom Farberów, Lwi Zamek, Dom Schumannów, Ratusz Główny miasta, w nim wystawa poświęcona pobytowi Napoleona Bonaparte w Gdańsku, a tam kosmyk włosów Wodza wyrwany prawdopodobnie w miłosnych igraszkach przez p. Walewską (mój komentarz), Fontanna Neptuna (zdjęcie obok), Dwór Artusa, Sień Gdańska, Złota Kamienica, Zielona Brama, Bazylika Mariacka i Żuraw nad Mołtawą. W międzyczasie były pierogi ruskie (15 zł. porcja), kawka, herbatka, a następnie paciorek w kościele u ks. Jankowskiego w św. Brygidzie, za naszych zmarłych przyjaciół, którzy cierpliwie na nas czekają.
Łapczywie rzuciliśmy się na smakowity posiłek zwany obiado-kolacją.
Wieczór wspomnień, anegdotki w których bryluje Tadzio Wolanin, przeplatane pioseneczkami z tamtych lat, które intonuje zawsze niezawodna Tereska Sutyło i odnalazł się nowy niezauważony talent w osobie Bolka Żelińskiego klasycznego tenora. Moje francuskie songi przy nim wysiadły. Ustaliliśmy, że nasz zjazd z okazji 50-lecia ukończenia Uczelni odbędzie się w czerwcu 2008 r. we Wrocławiu, a organizatorami będą Wrocławianie.
Sączyło się winko, a czas płynął wartko do późnych godzin nocnych.
Sobotnie przedpołudnie poświęcamy spacerom po Monte Casino i sopockim molo. Niektórzy zaopatrują się w końską maść (lek na łamanie w kościach) bardzo przydatna, bo przed nami balety wieczorną porą.
No i bankiet w Operze Bałtyckiej - nie w samej operze ale w bufecie - działającym przy operze, tam księga pamiątkowa, a w niej wpis samych znakomitości wśród nich teraz i my Absolwenci AWF Wrocław rocznik 1954-1958.
Pięknie spędziliśmy ten wieczór wśród eksponatów teatralnych, które służyły nam do pamiątkowych zdjęć. Danusia - urocza Żona Zbyszka - upiekła tort, który w fajerwerkach był serwowany rozbawionej ferajnie. Ubolewam nad kondycją naszych kolegów, 18-stka uczestników spotkania nie mogła pokonać 8 butelek wódeczki, ale tańce nam wychodzą. Myślę, że nasze wciąż urocze koleżanki nie mogą na nas narzekać.
W niedzielę po śniadaniu rozjechaliśmy się po Polsce, wywożąc moc wrażeń i nadzieję, że znów się spotkamy za rok tym razem we Wrocławiu na jubileuszu 50-lecia ukończenia naszej Słonecznej Uczelni.
Zbyszku! Tobie i Twojej uroczej żonie składamy serdeczne podziękowanie za znakomite przygotowanie naszego spotkania i wręcz ojcowską i matczyną opiekę. Do zobaczyska!
Jan Ryszard Łopuszański - R. 1958