SPOTKANIA ROCZNIKA 1956 - 1960


CZERWIEC 1998 R. - OBORNIKI ŚI. - SPOTKANIE ROCZNIKÓW 1958, 59, 60

Było to dla naszego 58 rocznika piąte spotkanie - 40-lecie dyplomu. Pierwsze na 20-lecie dyplomu zorganizowane przez koleżeństwo z Wałbrzycha, było wspaniałe! Drugie także w Wałbrzychu, mniej udane (zbyt mało osób przyjechało). Trzecie we Wrocławiu - organizatorzy dwaj Ryśkowie, Łopuszański i Helemejko, spisali się na medal. Było to najliczniejsze spotkanie - około 50 osób. Czwarte - w uroczych Dusznikach Zdroju, przytulnie i zacisznie, to zasługa Piotra Mirczuka.

„A to piąte, to najładniejsze” całkiem inne. Razem z nami bawiły się jeszcze dwa roczniki (młodsze 1959 i 60).

Zapowiadało się, że będzie nas dużo - zgłoszeń było sporo. Ale na Polskich Kolejach Państwowych nie można „polegać jak na Zawiszy”. Wcześniej maszyniści PKP zapowiedzieli, że jeśli się nie dogadają - będzie strajk! Nie pomogły modły organizatorów. Na samo spotkanie 15.06.98 byl strajk. Kto miał samochód - ten przyjechał. Przyjechali także pociągami. Kolega Tadzik Wolanin z Dąbia jechał prawie 20 godzin i w obawie by się nie spóźnić do pracy, wyjechał po 24 godzinach. Mieliśmy także gości z zagranicy - Andrzej Lidkę przyjechał z Niemiec po raz pierwszy na spotkanie rocznikowe i większość koleżeństwa pytało się, kto to jest ten Pan z brodą? Tak to bywa, gdy ktoś zjawia się po 30 lub 40 latach.

Największym zaskoczeniem dla wszystkich był wysoki postawny Pan w okularach, z lekką łysiną. Ściskał wszystkie dziewczyny pytając czy go poznają? Nikt jednak nie mógł rozpoznać w nim, szczupłego, wysokiego, z bujną ciemną czupryną, byłego piłkarza ręcznego z reprezentacyjnej drużyny prof. Szymańskiego - Zbyszka Wolnego (rocz. 60). Zbyszek mieszkający od ukończenia Uczelni w Białymstoku, przywiózł nam wspaniałe produkty ziemi białostockiej. Pachnącą wiejską kiełbasę, metrowy sękacz i koniak „herbowy” jak twierdził.

Po uroczystej kolacji z wyszynkiem i tańcami, gdzie najlepiej tańczyło się przy starych przebojach, granych na akordeonie przez kolegę z 60 rocz. (przyjechał z Kanady), różne grupy i grupeczki balowały do rana.

Pogoda dopisała więc nasz rocznik zebrał się przy zastawionym stole ustawionym między domkami. Śpiewaliśmy wszystkie stare i nowe obozowe piosenki. Brakowało nam tylko Zdzicha „Paganiniego” z gitarą, który zawiódł i nie przyjechał.

Rano jak kupowałam w sklepiku kiełbasę na ognisko, ekspedientka mieszkająca na przeciw kempingu powiedziała „pięknie śpiewaliście, z przyjemnością nie spałam by słuchać”.

Właśnie, dla tego śpiewania po nocach, dla tego byśmy mogli się rozpoznawać po 40 latach winniśmy spotykać się możliwie często.

Krystyna Kustosik-Welonowa (58 r.)

Facebook