SPOTKANIA ROCZNIKA 1956 - 1960


SPAŁAM W …SPALE

„Piłem w Spale, spałem w Pile…” to tytuł jednego z ostatnich przebojów Artura Andrusa, który zainspirował mnie do zatytułowania relacji ze zjazdu naszego Rocznika 1960 w Spale w dniach 27 – 29 czerwca 2012 r.

Dojeżdżamy z Przemkiem z Wrocławia – ja z krainy nad rzeką Ems pod holenderską granicą – widzimy już koleżanki i kolegów, i czujemy tę falę szczęścia, która obejmuje ciało i głos, i ten błysk młodości przyprawiający o zawrót głowy.

To Przemek Kosterkiewicz, Władek Kopyś, a przede wszystkim, niezawodny jak zwykle, Zbyszek Tomkowski zorganizowali kolejny już raz to spotkanie. Jesteśmy im za to bardzo wdzięczni. Bardzo żałujemy, że z powodów zdrowotnych nie mogli być z nami m.in. Andrzej Surówka, Mirek Brzozowski, Krystyna Miszkiewicz, Zdzisia Noculak, Krystyna Majchrowska i kilka innych osób, które z wielu względów nie mogły przyjechać do Spały. Z zadumą i smutkiem wspominamy tych co już od nas odeszli, a szczególnie ostatnio: Staszka Czecha i Lucynę Warmus.

Przyjaciele – absolwenci z innych uczelni, zazdroszczą mi tych zjazdów i zapału, który mnie ogarnia przed każdym z nich. Tym razem nie było nas za dużo, tylko dwadzieścia osób, ale było pięknie. Po przyjeździe i „ogarnięciu się”, spotkaliśmy się w sali bankietowej na uroczystej kolacji. Normalnie po posiłku zaczynały się tańce (wprawdzie już na ostatnich zjazdach tańczyliśmy tylko do północy, ale tańczyliśmy), a tym razem tańczyłam tylko ja i to tylko dwa tańce. „Zjazdowicze” skupili swoje zainteresowanie na meczu (pół finały turnieju EURO 2012), a poza tym myślę, że była to doskonała wymówka, aby nie trzeba było wykazywać się kondycją na parkiecie. Mecz – meczem, a niestrudzony Heniek grał na akordeonie, Przemek przekazywał pozdrowienia od tych, którzy nie mogli przyjechać, wspominaliśmy, wspominaliśmy …,wznosiliśmy toasty, przemawiał Zbyszek Tomkowski – od 40 lat dyrektor tutejszego Ośrodka Przygotowań Olimpijskich. Było urokliwie i wzruszająco.

Na drugi dzień po śniadaniu i małym spacerze oraz kawie w kawiarence, pojechaliśmy „Carską kolejką” na wycieczkę do bunkra z okresu II wojny, w którym to bunkrze mieścił się cały pociąg. Obejrzeliśmy wystawę związaną z ruchem oporu i partyzantką, eksponaty broni. Przejechaliśmy przez okoliczny las, w którym car urządzał polowania, obejrzeliśmy – niestety spalony – zameczek myśliwski prezydenta Mościckiego i pozostałe resztki mebli oraz poroża upolowanej zwierzyny.

Po obiedzie odpoczywaliśmy, a niektórzy nawet w grocie solnej. Wieczorem -tradycyjnie ognisko! Takiej ilości jadła i napoju nie spotyka się często: mięsiwo, ryby, pieczone na ognisku ziemniaki, krupnioki, żurek, ogórki małosolne i…ho! ho! Do tego piwo, grzaniec, kawa, herbata, ciasta. Oczywiście śpiewy przy akompaniamencie Heniowej harmonii – też bez tańców, bo …następny mecz EURO 2012 (oglądnęliśmy drugą połowę).

Na trzeci dzień po śniadaniu i spacerze spotykamy się pod parasolami (jest gorąco), następnie w kawiarni przy sokach, kawie i ciastkach, i …wspominamy. Dziękujemy sobie nawzajem za organizację i udział w zjeździe, za to że się spotykamy i że się kochamy.

Ja ekstra dziękuję Ci Grażynko, że ze mną mieszkałaś – jak dawniej w Pedecie.

Pelagia Bugla-Suntajs

Facebook