SPOTKANIA ROCZNIKA 1957 - 1961


VIII ZJAZD ROCZNIKA 1961 W CHRÓŚCINIU 4-6.06.2004R.

„...spotkali się raz jeszcze,
żeby w krótkim czasie odkryć,
że lubią się nawzajem
- i żeby się pożegnać...”
                     (E. Segal – „Absolwenci”)

Każde nasze spotkanie jest tak wspaniałe, że trudno je opisać. Zjazd rocznika 1961 tym razem odbył się we wsi Chróścin, gm. Bolesławiec, 12km od Wieruszowa. Tę „perełkę” rekreacyjną odkryli organizatorzy naszego spotkania, Marysia i Heniek Dorosławscy oraz Piotr Polański. Mieliśmy wyznaczone dwa miejsca zbiórki: we Wrocławiu - parking przy dworcu PKS oraz w Wieruszowie na rynku. Z Wrocławia grupa 16 osób po żarliwych powitaniach punktualnie odjechała do Wieruszowa. Po drodze w jednym z samochodów padło pytanie do kierowcy: „czy będzie Rosół?” (czytaj Rysiek Rosołowski). Na to krótka odpowiedź: „tak”. Żona kolegi niewtajemniczona zapytała: „to wy już znacie menu?” W Wieruszowie już nas czekano. Przeszliśmy do uroczego miejsca. Był to garaż Marysi i Heńka Dorosławskich w ogródku rodzinnego domu Marysi, zaadoptowany na klub z wszelkimi wygodami oraz z fachową biblioteką dla specjalistów z wychowania fizycznego. Matka Marysi przyjęła nas bardzo serdecznie. Po nawoływaniach, przerywając prywatne rozmowy o „wszystkim”, ruszyliśmy kawalkadą samochodów do Chróścina. Dojazd ten nie był szczęśliwy dla Piotra, którego na drodze potrącił jakiś pirat. W efekcie kolizji Piotr stracił szybę i trochę naskórka.

Zakwaterowanie przebiegło bardzo sprawnie dzięki Szefowi organizatorów - Heńkowi. Spaliśmy w pawilonie „Chata”, gdzie pokoje były oznaczone imionami, a nie bezdusznymi numerami. Po zakończeniu kwaterowania Heniek przekazał informację kierownika gospodarstwa: jeżeli ktoś nie chce spać z koniem, psem, baranami, kozami, świnką wietnamską, ptactwem itp. - musi zamykać wejściowe drzwi do pawilonu, tu wszystkie żyjące zwierzątka zaprzyjaźnione są z turystami i chodzą luzem.

Nastąpiło uroczyste zamieszanie, nawoływania - oficjalne rozpoczęcie Zjazdu za chwilę! Wreszcie idziemy do „Szopy”. Jest to sala z zabytkami wiejskich zagród z klepiskiem zamiast podłogi (oj, wielu przetarło pantofle do zera), drewniane stoły i ławy.

Po oficjalnym powitaniu przez kierownika Chróścina naszego szefa Zjazdu, Heńka i rozpoczął się bal. I tu cudowna niespodzianka! Dzięki Heńkowi - pierwszy raz na naszych spotkaniach mamy orkiestrę. Co za radość!! Początkowo główną atrakcją balu było wprowadzenie konia na salę. Większość obecnych próbowało wdzięcznie zaprezentować się na koniu (niektórzy stękając inni pokrzykując). Było to bardzo sympatyczne i oryginalne. Orkiestra grała wspaniale (pięknie śpiewali Maciej Górka i Marcin Sobczak). Po pewnym czasie zauważyliśmy, że między budynkami gospodarstwa kręci się jakaś wiejska dziewczyna. Zrobiło nam się jej żal i zaprosiliśmy ją na bal. Po dokładnych oględzinach okazało się, że to nasza Ela, która uszyła perukę z pakuł, dobrała odpowiednie rekwizyty i swoim przebraniem podkreśliła miejsce naszego Zjazdu. Każdy chciał mieć zdjęcie z „wiejską” dziewczyną. Niektórym to się udało. Bal był wspaniały, wspólne tańce i korowody. Tańczyli wszyscy i to bez względu czy mieli stare oryginalne stawy biodrowe czy nowe, wymienione. Furorę zrobiła maleńka Zosia - radczyni prawna, która brawurowo odtańczyła „prawy do lewego”.

Nie wiadomo kiedy minęła noc. Godzina 3.00 rano. Koniec! Najbardziej wytrwali przesiedzieli jeszcze w świetlicy „Chaty” wspominając to, co warto wspominać! 4.00 rano - idziemy spać!

Sobota 5.06.

Deszczowy poranek rozjaśniły piękne róże, które przywiózł Józek K. z przeprosinami za spóźnienie i nieobecność na poprzednim naszym Zjeździe. Razem z Józkiem przyjechał Andrzej S., który od ukończenia studiów nie kontaktował się z nami i miał poważne kłopoty z rozpoznaniem kto jest kto. Ponieważ obaj nie mogli uczestniczyć w Zjeździe do końca - mamy nadzieję, że za rok uzupełnią swoje zaległości w zacieśnianiu po latach nowych przyjaźni.

Zaraz po śniadaniu (godz. 9.30) wyruszyliśmy „Baną” na wycieczkę turystyczno-krajoznawczą. „Bana” - to drewniany wóz na gumowych kołach, na platformie którego są ławy wzdłuż całej długości, a na środku przymocowany stół. „Banę” ciągnie mały traktorek.

Marysia i Heniek przygotowali dla wszystkich śpiewniki, wydrukowane dużą czcionką, aby wszyscy mogli śpiewać podczas wycieczki. Mało tego, uprosili swego kolegę, nauczyciela p. Zenka, aby towarzyszył nam z akordeonem. I tak śpiewając na „Bani” dojechaliśmy do zabytkowego, barokowego kościółka w Chróścinie (1595r.) p.w. Św. Mikołaja. Tu czekał na nas mgr historii, nauczyciel p. Piotr Zawada. Do tej pory w programie naszych spotkań były wycieczki krajoznawcze. Jednak zawsze ktoś (najczęściej Ela) musiał się przygotować do prelekcji. W tym roku zadbał o to właściciel Gospodarstwa Agroturystycznego p. Ryszard Tuz, a od p. Zawady dowiedzieliśmy się bardzo dużo o historii tych okolic. Gdy tak staliśmy pod basztą zamku K. Wielkiego z lat 1335-1338, zasłuchani w historię - mała sarenka, nie zważając na panujący gwar - spokojnie pasła się na łące. Część naszej grupy weszła na sam szczyt tej baszty.

Rzeka Prosna, na której kiedyś była komora celna między zaborem pruskim a rosyjskim, służy teraz miłośnikom kajaków i wędkarstwa. Zwiedziliśmy pałac księcia rosyjskiego z XIX w., w którym obecnie się mieści Dom Pomocy Społecznej; młyn wodny z XVII w - obecnie hotel z restauracją i rozśpiewani wróciliśmy „Baną” do Chróścina, gdzie czekał na nas obiad. Po obiedzie znów wyjazd „Baną”, znów śpiew i kolejne, ciekawe opowieści historyka. Powrót i bigos! Ela wybłagała u Heńka godzinę odpoczynku i prawie wszyscy legli w swoich pokojach. Tylko 6 osób czekając, aż inni odpoczną, snuło się po terenie w towarzystwie kóz, baranów, świnek, psów, koni - podglądając gniazdo bocianów z małymi.

Andrzej, który przyjechał na Zjazd chory wobec braku poprawy stanu zdrowia, zdecydował się na wyjazd. O godz. 19.00 rozpoczęliśmy programowe zebranie, żeby dowiedzieć się jak najwięcej o sobie.

Napisaliśmy kartki do tych, którzy przysłali nam „usprawiedliwienia”. Bardzo nas ucieszyła kartka od Peli, której adres zdobyliśmy z wielkim trudem, a z którą od czasu ukończenia studiów nie mieliśmy kontaktu. Może uda się Jej przyjechać za rok, wtedy się wyściskamy za wszystkie 43 lata niewidzenia. Nasze zebranie w „Szopie”, mimo zamkniętych drzwi, budziło wielkie zainteresowanie koni. Jeden z nich pyskiem otwierał okna i kiwaniem łba domagał się Chleba (dostał dużo...).

Minutą ciszy uczciliśmy Kolegów, którzy mimo, że na pewno by chcieli mogą tylko „z góry” przyglądać się naszej przyjaźni.

No i przyszła pora na ognisko! I tu znów niespodzianka. Pojawił się pan Rysiek z gitarą. Kiełbaski, śpiew, rozmowy, romantyczna sceneria! znów koń, chyba Hektor. Upatrzył sobie Elę i Zosię. Stanął za nimi, łeb opuścił nad ich głowami i nieustępliwie ciągle zaglądał, co one jedzą. Około godz. 22.00 właściciel ośrodka Pan Ryszard Tuz zarządził wyjazd „Baną”. Zapalone pochodnie, Chleb ze smalcem na stole, gitara i jedziemy w nieznane. Dojechaliśmy do starej cerkiewki w lesie. Pochodnie zostały przeniesione pod mury. Efekt tej iluminacji był niesamowity. Oświetlone ruiny dały wrażenie „bramy do jasnej wieczności”. Na schodach ustawiła się kolejka do grzańca wg przepisu księcia rosyjskiego, a ufundowanego przez Pana Tuza. Przy serwowaniu trunku pomagała niezastąpiona Henia. Pochodnie wróciły na „Banę”, a my do Chróścina. Trochę jeszcze potańczyliśmy przy muzyce mechanicznej i do łóżek.

Niedziela 06.06

Słoneczny poranek. Parę osób pije kawę w naszym pawilonie, drzwi otwarte. Za chwilę tup... tup., wszedł koń. Dobrze, że Pan Tuz spał w tym budynku i zdołał wytłumaczyć mu, gdzie jest jego miejsce.

Śniadanie dosyć smutnawe - każdy wiedział, że nadchodzi rozstanie. Pamiątkowe zdjęcie i jeszcze jedna wycieczka. Tym razem piesza szlakiem pomników przyrody, którą poprowadził Pan Tuz. Po powrocie pakowanie i pożegnanie. I znów samochody ruszyły, ale tym razem w różne strony. Zawsze najsmutniejsza jest niedziela wieczorem. Nieopisany żal za czymś niedokończonym, niedopowiedzianym.

Kolejne. VIII spotkanie dobiegło końca. I łzy przy rozstaniu...

Do następnego spotkania

Anna Rybicka

P.S.
1. Z czysto kronikarskiego obowiązku muszę jeszcze wspomnieć o wspaniałych i obfitych posiłkach i dodatkowych „dokarmiać” między posiłkami (bigos, chleb ze smalcem, placki ziemniaczane itp.). Dziękujemy pracownikom kuchni w Chróścinie.
2. Następne spotkanie Rocznika 1961 odbędzie się 3.06.2005r. w Karpaczu (organizator Romek Molenda).