SPOTKANIA ROCZNIKA 1961 - 1965


JAK CO ROKU NA SPOTKANIU ROCZNIKA 1965

Dobry był pomysł, aby spotykać się w każdym roku. Ostatnio coroczne spotkania rocznika 1965 stały się już tradycją. Oczywiście, jak to u nas, za każdym razem gości nas inne miasto. Na ostatnim spotkaniu w Rawiczu - rodzinnym mieście Janusza Staśkowiaka i Steni Wielebskiej, padła propozycja z ust Edka Strząbały, aby w roku 2008 potkanie zorganizować w Zakopanym. Każdemu przypomniały się studenckie lata i obozy letnie w górach. Na decyzję nie trzeba było długo czekać. Jedziemy do Zakopanego!

„Edi” w Rawiczu spotkał się z koleżankami i kolegami po raz pierwszy od ukończenia studiów (a minęło już 43 lata) i to dzięki Mirkowi Śliwińskiemu. Propozycja ciekawa, lecz nie byliśmy pewni, czy „Edi” w nawale pracy trenerskiej przypomni sobie, że w Zakopanym należy zarezerwować miejsca dla koleżeństwa z roku. Jedyną gwarancją była deklarowana pomoczę strony Mirka Śliwińskiego jako prawej ręki. Oczywiście termin 19 - 21 września 2008 kojarzył się nam ze złotą jesienią w górach i z tym przeświadczeniem jechaliśmy do Zakopanego. Atu niespodzianka - Zakopane w chmurach i deszczu. Nie zburzyło to naszego dobrego humoru i dalej patrzyliśmy z optymizmem na dalszy ciąg programu. Na pewno wszystko się uda.

I tak było. Będę się podpierał spostrzeżeniami Jurka Zachemby, niegdyś doskonałego młociarza. Jurek, już tradycyjnie wierszem podsumowuje nasze spotkania i tak opisał początek:

„Chyba za wysoko było to spotkanie
nie każdy miał zdrowie, żeby przybyć na nie!

Pod względem pogody się nie układało,
co tu dużo mówić, padało lub lało!

„Maria” - cel podróży był nieźle ukryty
trochę trwało zanim został zdobyty!

Edi wprawdzie nie dojechał, miał ważne powody
lecz zdążył sponsorować nam extra wygody!”

Na miejscu w domu „Maria” przyjął nas z honorami Mirek Śliwiński, już jako Baca. Spełniał swoją rolę wspaniale tak, jakby urodził się w Zakopanym. Po przyjeździe były gorące powitania, wiele rozmów i wspominek. Celnie to podpatrzył Jurek, którego w tym miejscu przytoczę:

„Nieodparcie mam wrażenie im bliżej starości
coraz więcej pamiętamy szczegółów z przeszłości!

To, co kiedyś nas bawiło staje się śmieszniejsze,
puenty w wykonaniu Buśka są coraz celniejsze!

Uczmy się na błędach niekoniecznie swoich,
nie wstydźmy się czasem nawet i nabroić!

Jeden ustrój nas wychował, w innym dożywamy,
nic dziwnego, że praktyki nijakiej nie mamy!

Ale wiedzmy chociaż tyle z kim się nie zadawać,
komu nie pożyczać, czy zawsze oddawać!

Program był bardzo bogaty, dlatego pomimo bardzo towarzyskiego wieczoru należało wypocząć przed poranną wycieczką, oczywiście jak przystało na wuefiaków na własnych nogach.

Zwiedzanie rozpoczęło się od rzutu okiem na ośrodek COS-u oraz skocznie narciarskie. Szczegóły przedstawiał nam znakomity przewodnik tatrzański Kazimierz Gąsienica - Byrcyn. Nawet w tak fatalnej pogodzie widać było, że nasza górska stolica kwitnie i ciągle się rozwija. Na Krupówkach ruch taki jakby świeciło słońce. Nas też nic nie przerażało, ponieważ każdy zaopatrzył się w nieprzemakalną pelerynę. W ten sposób wspomogliśmy miejscowy handel, a sobie zrobiliśmy przyjemność zabezpieczając się przed deszczem.

Muzeum Zakopiańskie było dla nas fascynujące. Stare góralskie narzędzia pracy, stroje, meble i zwierzęta jak żywe, pobudzały naszą wyobraźnię.

Zwiedzanie drewnianego kościółka i starego cmentarza na Pęksowym Brzysku, dawnej ziemi Jana Pęksy, było cofnięciem naszej pamięci do wybitnych postaci Zakopanego w dziedzinie sportu, malarstwa, rzeźby, prozy i poezji. Takie nazwiska jak: Helena i Stanisław Marusarz, Maria Rysula, Bronisław Czech, Kornel Makuszyński, Tytus Chałubiński, Kazimierz Tetmajer, Ignacy Witkiewicz, Władysław Orkan, grób rodziny Pawlikowskich, dla nas na chwilę się ożywiły. Tu zetknęliśmy się z historią, która w naszym życiu przechodziła obok nas.

Oczywiście szybki powrót busem do „Marii”, u każdego z nas wywołał ciepły uśmiech na twarzy. W tym momencie poczuliśmy jakby ubyło nam przynajmniej 40 lat.

W perspektywie wieczór z bogatym programem. Przed nami modlitwa w kościele Św. Antoniego Ojców Bernardynów za nasze koleżanki i kolegów, którzy już się z nami pożegnali na zawsze. Cześć ich pamięci! Zawsze będą z nami, tak jak to było w czasie studiów.

Godzina 20.00 zapowiada rozpoczęcie balu z orkiestrą góralską. I tu znowu mamy pecha jak z pogodą. Orkiestra nie dojechała. Miała wypadek! Zabawa jednak się zaczęła rozkręcać i jeszcze o godz. 2. w nocy trwała na i całego. W tym momencie należało podziwiać doskonałą kondycję naszych i koleżanek, które mając na koniec balu jedynego partnera w mojej osobie , jako orkiestranta, były bardzo aktywne na parkiecie. Krysia, Wanda, Ela, Bożena, Joasia, Basia, Ula i Anie nie miały równych sobie. Obsługujące panie - młodsze o 40 lat od naszych koleżanek - były w ogóle niewidoczne. Oczywiście Jurek Zachemba nadal komentował:

Choć orkiestra się rozbiła godzinę przed balem,
Czesiek z marszu ją zastąpił i to doskonale.

Wymodleni, opatrzeni błogosławieństwami
wróćmy spotkać się po roku z nowymi grzechami!

Wyrazy podziwu dla tych co wytrwali
i prawie do rana dzielnie balowali!

Po balu była krótka noc, a rankiem długa dyskusja i rozważania gdzie zrobić spotkanie w następnym roku. Jak przystało na najnowsze czasy rozpisano konkurs. Z ofertą organizacji spotkania w Rzeszowie wystąpił Jacek Biliński, a w Krakowie Kaziu Niemierka. Argumentów było co niemiara, niedługo nastąpiłaby organizacja spotkania bez kosztów. Szkoda, że do tego nie doszło! Po długich negocjacjach ustalono, że w roku 2009 wszystkich chętnych będzie gościł w Krakowie Kaziu, a Jacek przyjmie gości w Rzeszowie w roku 2010.

Po tym spotkaniu i ja zakończę swoje wywody przyłączając się do Jurka Zachemby, który tak to wszystko podsumował:

A gest Bacy Mirosława co zjazd uratował,
niech każdy w pamięci najdłużej zachowa.

Prócz frekwencji i pogody wszystko było w normie,
wracamy do domów w znakomitej formie!

Jedni mieli bliżej za to inni dalej,
choć wszyscy pod górę to nie narzekali!

Za roczek w Krakowie liczniej się stawimy,
w każdym razie teraz święcie w to wierzymy!

Przy pożegnaniu nie jednemu łezka zakręciła się w oku, było miło niech żałują ci, których nie było!!!

PS. Jeszcze w Zakopanym, Krysia Stachowska szalała z nami, jednak Nowy Rok przyniósł nam smutną wiadomość, że odeszła od nas na zawsze. Będzie nam Jej bardzo brakowało. To Ona była motorem wielu pomysłów i zasłużyła na oddzielne wspomnienie o życiowych dokonaniach.

Czesław Roszczak