SPOTKANIA ROCZNIKA 1961 - 1965


ROCZNIK 1965 GOŚCIŁ NA ZIEMI RZESZOWSKIEJ

Na tegoroczne spotkanie zaprosił nas – w dniach 10-12 września 2010 r. Kol. dr Jacek Biliński – dziekan na Kierunku Turystyki i Rekreacji w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie. Na wskroś nowoczesna, prywatna uczelnia, z rozmachem została wzniesiona na 14 hektarach pod miastem w Kielnarowej – piękny studencki campus. W tym „królestwie” Jacka, oprócz studentów z naszego kraju, studiują także słuchacze z Ukrainy, Białorusi, Rosji, a nawet z Iranu. Warunki do studiowania, a także do uprawiania sportu wręcz znakomite. W tym uroczym campusie chętnie goszczą siatkarze i to nie tylko miejscowej Resovii, ale także innych klubów. Szczególnie upodobały sobie to miejsce siatkarki reprezentacji Rosji. Rezerwując już przed rokiem dla nas miejsce, Jacek niechcący sprawił dyrekcji nieco kłopotu, bo mające w tym czasie treningi siatkarki z Egiptu, chcąc nie chcąc, musiały dojeżdżać z Rzeszowa, gdzie zostały zakwaterowane.

Rzeszów siatkówką stoi! Tu przecież nasz Władek Pałaszewski z drużyną Resovii w latach 70-ch zdobywał mistrzostwo kraju. Tu grali inni Dolnoślązacy: Staszek Gościniak, Bronek Bebel, a ostatnio gra jeden z najlepszych libero – Krzysiek Ignaczak.

Wielu absolwentów naszej „Słonecznej Uczelni” wywodzi się z Rzeszowa, m.in. Zdzisław Sutyło, Zbigniew Rusin, Marian Barański, Wiesiek Bomba czy Ryszard Jezierski.

Nasz kolega Jacek Biliński – także absolwent wrocławskiej uczelni, cieszy się tu mirem od wielu lat. Mając wprawdzie specjalizację z pływania i z narciarstwa, to najbardziej rozpropagował tańce ludowe i narodowe. Najpierw na Politechnice Rzeszowskiej (gdzie długie lata pracował), a obecnie na swojej aktualnej uczelni założył zespół pieśni i tańca, który z sukcesami występuje na wielu estradach. Nawiasem mówiąc, w zespole wyróżniającymi się tancerkami są dwie córki Jacka. Na samym początku przekazaliśmy Jackowi – niegdyś świetnemu tancerzowi uczelnianego zespołu – pozdrowienia od Myszki Grabowskiej i Janusza Pietrzyka, którym i on z wdzięcznością w pas się kłania.

Po zwiedzeniu uczelni mieliśmy „dzień wspomnień”, a wieczorem uroczystą kolację, oczywiście z tańcami. Nazajutrz – w sobotę, Jacek zafundował nam fajnego przewodnika PTTK, który pokazał nam Rzeszów w całej jego krasie. Najpierw odrestaurowany Ratusz z pięknymi witrażami z podobiznami wszystkich dotychczasowych prezydentów miasta od początku XIX wieku. Następnie obejrzeliśmy pomniki bohaterskich Rzeszowian: Legionisty płk. Leopolda Lisa-Kuli, gen. Sikorskiego i gen. Maczka. W tym mieście pracował naukowo Ignacy Łukasiewicz, tworzył poeta Julian Przyboś i popularny gitarzysta naszych studenckich lat Wojciech Nalepa. Jego „maszerujący” z gitarą posąg stoi na popularnym śródmiejskim deptaku zwanym „Paniga”. Pójść na „Panigę” i tam poznać dziewczynę to jest hit wszystkich pokoleń Rzeszowiaków.

Zwiedzaliśmy piękne świątynie, pałac Lubomirskich, teatr im. Siemaszkowej – znany w kraju z nowatorskich inscenizacji i szereg innych zabytków. Tak zorganizowane spotkania rocznikowe stwarzają okazję do odkrywania piękna miast i okolic, o których czasami niezbyt wiele wiedzieliśmy.

Pamiętam, jak krótko po studiach biegałem w Rzeszowie maratony i półmaratony i mam z tego okresu w pamięci miasto szare, zaniedbane, jak wiele innych polskich miast. Dzisiaj jest to zupełnie inne miasto. Nie do poznania. Jest nowoczesne i zadbane. Z czasów realnego socjalizmu został (zagrodzony wstydliwie) pomnik chwały tamtego czasu, złośliwie przez Rzeszowian zwany „Wielką Cipą”, z uwagi na jego wręcz anatomiczny kształt.

Podczas uroczystej kolacji z tańcami, snuliśmy wspomnienia, omawialiśmy swoje choroby (duży efekt terapeutyczny!?), z zaciekawieniem oglądaliśmy zdjęcia z dawnych lat, a także i aktualne – najczęściej naszych wnuków, którymi na potęgę chwaliliśmy się. W tańcach brylowały wrocławianki, prezentując znakomitą kondycję, a wśród panów nie do pokonania byli Antek Swadźba (Bielsko-Biała) i Jasiu Kaczor (Kościan). Do tańca skocznie przygrywała nam kapela uczelnianego Zespołu Pieśni i Tańca.

Główny aktor naszego studenckiego kabaretu „Salto” – Zbyszek Trojan, sypał jak z rękawa kawałami i facecjami. Jak to się powiada, po prostu „gęba mu się nie zamykała”.

Po sobotnim spacerze po mieście, pojechaliśmy do pobliskiego Tyczyna. Tam w barokowym, pięknym kościółku fundacji Branickich, uczestniczyliśmy we mszy św., którą zamówiliśmy przez Jacka w intencji naszych nieżyjących profesorów, a także 22 koleżanek i kolegów. Kazimierz Niemierka odczytał przy ołtarzu pierwsze czytanie z Ewangelii. Ksiądz dr Czenczak kilkakrotnie podkreślał w homilii naszą obecność, zaznaczając, że przybyliśmy aż z Wrocławia. Była wspólna modlitwa z wymienianiem nazwisk zmarłych. Urzeczony taką grupą proboszcz, oprowadził nas po remontowanych bocznych kaplicach i pogratulował Jackowi takich wspaniałych koleżanek i kolegów.

Wieczorem była kolacja ze śpiewami i muzyką z płyt. Oj, śpiewaliśmy długo i pięknie, posiłkując się przygotowanymi śpiewnikami. Nasz rocznikowy poeta – Jurek Zachemba, odczytał ułożony przez siebie wiersz „spotkaniowy”, przypinając należne łatki, ale też i pochwały za organizację i nasz udział w zjeździe.

Później nastąpił uroczysty finał, czyli „Tradycyjny Uroczysty Ceremoniał”. W przyklęku i z szacunkiem nastąpiło przekazanie wielkiego baneru naszego rocznika, który wykonała przed laty śp. Krysia Stachowska. Wraz z portretem naszego opiekuna prof. Zbigniewa Skrockiego, z ucałowaniem, wręczył te „relikwie” gospodarz zjazdu – Jacek, następnemu organizatorowi. Tym razem wreszcie (po raz pierwszy), będzie Wrocław. Z godnością przejął te nasze „świętości” Witek Czyżyk. Wypadło na Wrocław, gdyż w roku 2011 podczas Święta Uczelni – 22 października, będzie miało miejsce uroczyste wznowienie immatrykulacji, na pamiątkę 50-lecia wstąpienia w progi „Słonecznej Uczelni”.

W tym miejscu apelujemy o kompletowanie adresów koleżanek i kolegów rozsianych gdzieś po świecie, abyśmy w jak najliczniejszym gronie stawili się na tej uroczystości. Adresy przekażemy moderatorowi naszego rocznika – Mirkowi Śliwińskiemu, a on skontaktuje się ze Stowarzyszeniem Absolwentów i wspólnie dopilnujemy wysłania przez sekretariat Rektora stosownych zaproszeń. Na tę okazję szykujemy okolicznościowe wydawnictwo, bo nasz rocznik był zawsze dobry – zarówno w sporcie, jak i w nauce (7 doktorów wf), ale też zawsze był świetnie zorganizowany. Jako jedni z nielicznych, na koniec studiów wydaliśmy specjalny album z podobiznami wszystkich koleżanek kolegów. Album ten należy do cennych zbiorów Centrum Historii AWF Wrocław i mamy zamiar dołożyć tam jeszcze jedną przygotowana przez nas pozycję.

Drogi Jacku! Bardzo Ci dziękujemy za wspaniale zorganizowany i bogaty w atrakcje zjazd, a do tego znakomicie poradziłeś sobie z finansami. Brawo i serdeczne dzięki!

Kazimierz Niemierka – „Hrabia”