SPOTKANIA ROCZNIKA 1962 - 1966


35 - LECIE ROCZNIKA 1966

Gęstniejący tłum w holu na Witelona 25, długo przed oficjalną godziną spotkania, entuzjastycznie witał wchodzących kolejnych uczestników zjazdu. Częściej bywający na spotkaniach rocznikowych rozpoznawani byli natychmiast, niektórzy dopiero po kilku piwach, a jedna z koleżanek po odśpiewaniu „Oczu czarnych". Od ścian Uczelni echem odbijały się pytania i okrzyki: „jak ma na imię ten facet?!”, Po identyfikacji mniej lub bardziej podobnych do dawnych studenckich pierwowzorów koleżanek i kolegów zajęliśmy miejsca w „dużej” (?) sali wykładowej by usłyszeć i obejrzeć naszą nieźle zakonserwowaną kadrę naukowo-dydaktyczną. Byliśmy mile zaskoczeni, że przybyło stosunkowo dużo pracowników: B. Buła, T. Bober, M. Grabowska, A. Haleczko, B. Czabański, A. Janusz, E. Jaskólski, R. Jezierski, K. i Cz. Świerczyńscy.

Po zapoznaniu się z osiągnięciami i aktualnym stanem Uczelni, wybraliśmy się na obejrzenie starych miejsc i wspaniale rozbudowujących się nowych obiektów. Wspomnieliśmy stare czasy, wylany pot na zajęciach, utrwaliliśmy na fotkach siebie na tle... i wyruszyliśmy na miasto. Punktem kontaktowym był gościnny dla nas Dwór Wazów w Rynku prowadzony przez naszego młodszego Kolegę Adasia Dziąsko. Z wielką przyjemnością obejrzeliśmy odrestaurowane Stare Miasto, Ostrów Tumski, dla niektórych z nas oglądane po kilkudziesięciu latach. W godzinach popołudniowych kawalkada 15 limuzyn powiozła 52 uczestników spotkania do Obornik Śląskich, gdzie wręczono nam klucze od „królestwa zjazdowego”. W pobliskim „Relaksie” od godz. 20.00 rozpoczęliśmy biesiadę, Mirek Fiłon - Pan na Obornikach, główny organizator i gospodarz spotkania serdecznie wszystkich powitał i życzył w imieniu organizatorów szampańskiej zabawy.

Minutą ciszy uczciliśmy pamięć naszych Drogich Nieobecnych, którzy odeszli od nas na zawsze. Na wstępie zabawy z wielkim wzruszeniem odebraliśmy od organizatorów pamiątkowe „Świadectwa Dojrzałości Do Stałego Uczestnictwa” Mila, Ela wraz z Zosią i Romkiem zbierali oklaski i wysokie noty za oprawę artystyczną. Przy jednoosobowej „multiorkiestrze” bawiliśmy się do bladego świtu, udowadniając zdumionej obsłudze „Relaksu”, że wuefiacy w sile wieku potrafią wspaniale i elegancko się bawić całą noc. Ta niepowtarzalna czerwcowa nos obfitowała w liczne atrakcje - powtórka piosenek i przyśpiewek obozowych, występów pantomimicznych, opowieści, wspomnień itd.

Piejący kur przypomniał nam o potrzebie choćby krótkiego snu, by nabrać sił do dalszego ciągu rocznikowych misteriów. Obfitym i urozmaiconym śniadaniem kuchnia „Relaksu” podreperowała nasze nadwątlone nocnym szaleństwem siły.

Do obiadu „zajęcia w podgrupach” rozpalały do czerwoności dyskusje - kto, co, kiedy, jak to było naprawdę na zajęciach, obozach, rajdach, potańcówkach itd. Niejedna podlana alkoholem łza zakręciła się w oku nawet największym twardzielom, niejedno serce mocniej zabiło po usłyszeniu, że ktoś przed tylu laty był czyimś cichym wielbicielem, ktoś się w kimś kochał. Alkohol i upływ czasu ośmielał i sprzyjał okazywaniu uczuć, sympatii i koleżeństwa jakie zawsze cechowały naszą rocznikową społeczność.

W sobotę 9 czerwca około godziny 17.00 rozpoczęliśmy plenerową imprezę przy ognisku pt. „proszę prosię”, która zainaugurowana została zapaleniem watry, a punktualnie o godz. 18.00 nasz Kolega hodowca gołębi pocztowych Stasiu Kubica (kiedyś dobry rozrabiaka, a później wychowawca - „Człowiek Roku Ziemi Kieleckiej”) wypuścił w niebo stado gołębi, które poniosły w świat nasze marzenia i życzenia na XXI wiek. Przystąpiliśmy do wspaniałej uczty degustując swojskie wyroby wędliniarskie z najlepszym pod słońcem smalcem plus ogórki małosolne no i coś jeszcze pod te ogóreczki. Śpiewom, hulankom, swawolom nie było końca. Romcio - organista miał niespożyte siły w akompaniowaniu na harmonii a gdy osłabł, pobratymcy pomagali rozciągać miechy. Przebojem ogniska była przyśpiewka: „kto wódki nie pijo i bab nie rajcuje, to pewnie waryjot albo zwaryjuje”. Gośćmi na tym wspaniałym ognisku byli: Bolesław Buła - opiekun rocznika i Ryszard Jezierski - osobisty opiekun naszej koleżanki.

Po niedzielnym śniadaniu z „mostka kapitańskiego" żegnali nas organizatorzy z Obornickim Gospodarzem - Mirkiem na czele, życząc odjeżdżającym szczęśliwego powrotu do domów, w tym: Hance Burzyńskiej i Jasiowi Zielińskiemu aż do Kanady, Krysi Kostce i Antkowi Musze do Niemiec i pozostałym do różnych zakątków kraju od Tatr do Bałtyku.

Z okrzykiem do zobaczenia! Na następnym spotkaniu za dwa lata tj. w 2003 r. pożegnaliśmy się, wspominając z wdzięcznością trójkę głównych organizatorów: Mirka Fiłona, Milę Wacht-Wojciechowską i Elę Jezierską. Dzięki ich staraniom przeżyliśmy niezapomniane chwile i nabraliśmy ogromnej ochoty do dalszych spotkań.

Hortensja