SPOTKANIA ROCZNIKA 1962 - 1966


KRÓTKIE SPRAWOZDANIE Z ZIMOWEGO SPOTKANIA W KARPACZU ROCZNIKA 1962-1966

Tytułowe „zimowe” to przesada – w pierwszy weekend marca temperatury osiągały 18 st. C, a śnieg topniał szybciej niż frekwencja na naszych zjazdach – aktualnie 8 osób. To już 20 lat minęło, kiedy spotkaliśmy się w naszej uroczej „Stokrotce” w Bierutowicach po raz pierwszy, aby świętować 40-lecie obozów zimowych w tym przepięknym kurorcie. Później było 45-lecie i 50-lecie, a od 10 lat spotykamy się tam co roku w pierwszy weekend po szkolnych feriach. Początkowo było prawie jak dawniej: „na sportowo” narty, zjazdy, biegi, bale maskowe itp. Później już tylko turystycznie: marsze, wędrówki po górach i schroniskach, a teraz bardziej spacerowo no i wspomnieniowo w zaciszu pensjonatu. Parę rytuałów z lat poprzednich udało nam się zachować. Po pierwsze, to obchody „Kazimierza”, bowiem nasze spotkania często zbiegają się z imieninami i urodzinami Kazia Naskręckiego, naszego nestora i ciągle niedościgłego dla nas wzorca sportowca i trenera wioślarzy, pracującego do dnia dzisiejszego. Nasze spotkania rozpoczynamy więc od wystrzałów urodzinowego szampana i tak też było tym razem. Wieczór spędziliśmy przy suto zastawionym stole popijając tradycyjne napoje, z których najbardziej oryginalny „wściekły pies” przygotowywany przez Jurka mocno rozgrzewa nasze żołądki. Było więc coraz weselej, a wspomnienia o minionych czasach, przeplatane anegdotami i przyśpiewkami naszej solistki Zosi stworzyły odlotowy nastrój.

Sobotni poranek 8-marca (Międzynarodowy Dzień Kobiet) uczciliśmy jak za dawnych lat, wręczając naszym Paniom tulipana i parę rajstop. Nie obyło się bez wspomnień i ciekawostek z czasów „słusznie minionych”…

Śniadanie było iście „Kobiece” albowiem sala jadalna zapełniła się dziesiątkami kobiet – przy stole obok nas zasiadło około 30 kobiet w różnym wieku, Trudno przewidywać, ale wyglądało to trochę na zjazd feministek. Nie należy się temu dziwić, bo w dzisiejszych czasach ludzie mają różne pomysły spędzania wolnego czasu. Jak zawsze przy śniadaniu Mirek częstował nas „makaronem” - to takie paski z jego zbioru aforyzmów. Tym razem starał się wybrać jedynie te, które dotyczą kobiet lub zostały napisane przez kobiety. W konkursie na najzabawniejszy wygrało najkrótsze opowiadanie Janusza Rudnickiego: „I wtedy mama połknęła klucze, żeby tato nie odszedł”.

Co zrobić z tak ciekawie zapowiadającym się dniem, przy pięknym czerwonym słońcu i błękitnym niebie? - ruszyć w drogę! I tu rozbieżności co do trasy i długości tej drogi nas podzieliły. Po wspólnych fotkach i pożegnaniu Jurka, który spieszył się na kulig do Bukowiny, dziewczyny udały się na wędrówkę w okolice Wangu, my zaś po długim namawianiu na spacer Antka (bez formy) udaliśmy się autobusem na spotkanie pod Wangiem. Tam przy piwku, kiełbaskach z grilla i innych daniach wzmocniliśmy się na tyle, by spacerkiem wrócić do pensjonatu. Spacer, pomimo niedużej intensywności trochę nas zmęczył, więc zarządziliśmy poobiednią drzemkę.

Przy okazji biadolenia nad naszymi zmęczonymi nogami Mirek przypomniał napisany w 2020 r. wierszyk o utracie lekkości chodu:

NIEZNOŚNA UTRATA LEKKOŚCI CHODU

Chodzą ludzie i zegary
Mija rok by zrobić pierwszy krok
Pozbyć się potknięć i podpórek,
Gdy łatwiej biegać niż pewnie chodzić.
Potem chodzić: do przedszkola, szkoły oraz tu i ówdzie
Najdłużej jednak do pracy i z pracy
Gdy czujesz się jak listonosz z pustą torbą.
Biegając, wędrując po górach i dolinach osiągasz
Lekkość chodu, sprawiający radość
Jakbyś unosił się nad ziemią
Niczym Armstrong na srebrnym globie
Zegary dalej chodzą i biją
A ty masz coraz dalej do budzika, łazienki a nawet lodówki,
A gdy zwalniają cię ze świadczenia obowiązku pracy
Daje znać, na długo zapomniane, prawo grawitacji.
Lekkość chodu pozostaje już tylko księżycowym snem.
A zegary dalej chodzą i biją, coraz dotkliwiej.

Mirek Fiłon 2020

Wieczór spędziliśmy w nieco odmłodzonym gronie, bowiem odwiedziła nas córka Antka - Kaja, która podzieliła się z nami wrażeniami, fotkami i filmikami z Mistrzostw Europy w Siatkówce na Śniegu, które właśnie odbywały się w Karpaczu. Wprawdzie aura była bardziej odpowiednia na siatkówkę plażową, ale czego to ludzie nie wymyślą by podtrzymać miano Karpacza jako zimowej stolicy Dolnego Śląska.

Jak zwykle, w trakcie naszego spotkania zastanawiamy się nad miejscem letniego zjazdu i tu padła propozycja spotkania w okolicach Kielc, do coraz bliższego nam raju (nie dla wszystkich!), a konkretnie „Jaskini Raj”, w której trasa turystyczna, jak wynika w przewodnika, wynosi 180 m, więc wszyscy jesteśmy w stanie bez napinki ją pokonać.

Sprawozdawca Mirek Fiłon

Facebook