SPOTKANIA ROCZNIKA 1963 - 1967


SIÓDEMKA

Tytułowa siódemka wskazuje na ilość odbytych koleżeńskich spotkań Rocznika ’67. W porównaniu z innymi rocznikami nie jest to może zbyt wiele, ale zawsze coś! Ostatnie dwa spotkania spędziliśmy w pensjonacie „Villa Barbara” w Jaworzu k/Bielska, u naszej koleżanki Basi Woźniak.

Wspomnienie z ostatniego zjazdu we wrześniu 2008 r. chciałbym przedstawić w nieco innej formie niż to czyniłem do tej pory. Mianowicie - poszczególne etapy naszego pobytu będę przeplatał sentencjami, lub jak kto woli fraszkami nieocenionej w tym względzie Moniki Piwowarskiej - Węgierki z wyboru, a sercem nadal Polki.

Oto fraszkowy prolog:

Siedem spotkań się odbyło
I choć było bardzo miło,
Wszystkich to nie obchodziło.
A w tym cały jest ambaras
By na zjazd przyjechać nieraz.
Oby te razy były jak najliczniejsze!

Wprawdzie co roku scenariusz spotkań jest podobny, ale za każdym razem różni się w szczegółach. Spotkanie w roku 2007 upłynęło pod znakiem wycieczki krajoznawczej Pętlą Bieszczadzką, a w roku 2008 zwiedziliśmy Muzeum Browaru Żywieckiego. Zwiedzając browar, zapoznaliśmy się nie tylko z technologią produkcji piwa, ale przede wszystkim z bogatą historią tego zabytkowego obiektu. Na szczególną uwagę zasługuje fakt wysłuchania (z taśmy) opowieści, żyjącej do tej pory, spadkobierczyni byłych właścicieli browaru, która przedstawia nie tylko historię browaru muzeum, ale również opowiada jak usiłowano zniemczyć rodzinę oraz wcielić (na szczęście bezskutecznie) mężczyzn do Wehrmachtu. Patriotyczna postawa wszystkich członków tej rodziny budzi podziw i szacunek.

Przewodniczka prowadzi wycieczkę coraz dalej i dalej, aż do bufetu, w którym poczęstowano nas dużym kuflem złocistego napoju. Monika skwitowała pobyt w żywieckim browarze tak:

Piwosze browaru chwalili zalety
Szczególnie w finale - gwizdane toalety.

Po takiej eskapadzie czas na smakowity obiad. Po obiedzie nie było nawet czasu odsapnąć, ponieważ zarządzono spotkanie w kawiarence, na którym omówiono sprawy bieżące i na przyszłość. Padła propozycja, aby następne spotkanie w roku 2009 urozmaicić zwiedzaniem zamku w Pszczynie, bowiem tradycją naszych zjazdów stało się łączenie pięknego z pożytecznym. Przy okazji muszę wspomnieć o moim i Janusza Pietrzyka zamiarze, aby organizację naszych rocznikowych zjazdów przekazać komuś innemu. Nasze stanowisko spotkało się ze zdecydowanym sprzeciwem koleżanek i kolegów. Nie mieliśmy więc innego wyjścia jak tylko się poddać i zgodzić się na organizowanie w dalszym ciągu koleżeńskich spotkań u Basi. I tu Monika nie omieszkała wtrącić swoje trzy grosze:

Grozą powiało i niepokojem
Dopóki nie rzekł - Jurek Śliwa -
Ja pastuch, a Wy owieczki moje.

Po tych nieco burzliwych dysputach nadszedł czas na zasłużony odpoczynek, bowiem za kilka godzin spotkaliśmy się ponownie, ale tym razem na pieczystym. Nie powiem co się jadło i piło, ale uroczo było. Rzekłbym, nawet bardzo uroczo, bo czas umilał nam Janusz Pietrzyk, wyśpiewując przy akompaniamencie gitary niemal cały swój piosenkarski repertuar, skwitowany przez Monikę:

Przyśpiewki z gitarą dodają ci uroku,
zwłaszcza dosadne k.... na boku.

Gwoździem wieczornego programu były wspomnienia przesympatycznego przyjaciela - Maćka Skupniewskiego. Zaskoczył nas niewiarygodną statystyką. Tu dopiero dowiedzieliśmy się, że Maciek uczestniczył w 9 para- olimpiadach, to znaczy we wszystkich, w których uczestniczyli reprezentanci Polski. Jest to niewątpliwie swoisty rekord. Było więc co wspominać, o czym opowiadać. Z tych wspomnień można by napisać opasłą książkę. A Monika ujęła to krótko i treściwie:

Taktowny i miły, wie co wypada,
Czeka go zawsze kolejna paraolimpiada.
W Pekinie bez żalu żegnał się z pogodą,
Gdyż do Londynu też go drogi wiodą.
Zazdrosne chłopaki na nic nie zważali
I pana Macieja Pekińczykiem nazwali.

Czas wspomnień dobiega końca, żar rusztu powoli dogasa. Przed nami noc krótka, a nazajutrz czas pożegnania - do września 2009 roku.

Oto jeszcze kilka fraszek Moniki, które w pełni odzwierciedlają nastroje pobytu w Jaworzu:

Nie od dzisiaj chwalę jaworzyńskie bale.
Nawet brunet nie da ci tych chwil,
Jak wieczorową porą udany grill

Z Willą Barbara nie równa się nic,
Jeżeli już - to paryski Ritz.

Hasłem zjazdu zostać może tytuł sztuki:
Za rok o tej porze.

Niech budzi zazdrość tych z boku,
Co mówią: oni z 1967 roku.

Pozwolę sobie jeszcze zacytować kilka fraszek Moniki, tym razem dotyczących niektórych osób z naszego rocznika:

- Basia Woźniak - Za mądrość i serce, za trud Twój niemały, Wynosimy Ciebie na piedestały.
- Ela Olejniczak - Zawsze mnie wzrusza Jej piękna dusza.
- Gienek Sowa - Formę zjazdu wymyślił genialnie:

Obowiązkowe spotkanie - ale indywidualnie.
Miss mokrego podkoszulka niech się wam nie marzy,
Który mister w mokrych gaciach stanąć się odważy.

- Andrzej Witke - Kiedyś chyłkiem przemykał, choć mógł dumnie kroczyć, Nieświadom talentów potrafił zauroczyć.

- Dziadek - Dziadkiem go zwali gdy młodsi byli,

Teraz się sami wnucząt dorobili.

Latka lecą, a on skory do grzechu,
Oby nie został dziadkiem do orzechów.

Z dziadkiem grywać chciała,
Lecz brydżem tego nie nazwała.

A oto pobożne życzenie Moniki:

Spotkajmy się wreszcie i w Budzie i w Peszcie.
Czardasza i kankana przetańczysz tam do rana.
I Tokaj i salami tęsknią za wami!

I jak tu nie brać udziału w takich niepowtarzalnych spędach, chociaż coraz mniej liczne, bo przecież co roku ktoś odchodzi. Drzewiej zaszczycali nas swoją obecnością nie tylko koleżanki i koledzy z kraju, ale również z dalekiej Australii i Kanady. Dziś z obczyzny przyjeżdżają jeszcze - z Niemiec Ala Olejniczak-Rusowicz, z Węgier Monika Piwowarska. I tak trzymać, bo Villa Barbara rezerwuje dla nas termin wrześniowy 2009 roku!

Do zobaczenia w dobrym zdrowiu i nastroju.

Jerzy Śliwa - Dziadek

Postscriptum:

W hołdzie naszej Uczelni dedykuję utwór z tomiku wierszy kolegi Arkadiusza Tomczyka.

Szkole naszej zawdzięczam to kim jestem,
Nie sposób więc skwitować wszystko jednym gestem.
Pozwólcie mi to dzisiaj wierszem wyrazić –
Choć brzmi on jak modlitwa - nie powinien razić.

Szkoło Ty moja, Szkoło WSWF-em zwana,
Gdy dziś o Tobie myślę - padam na kolana.
Dziękuję Panu Bogu za te cudne chwile
Spędzone w Twoich murach wspaniale i mile.

Wspominam Cię zawsze z szacunkiem i uznaniem,
Gdyż dobrze się zajęłaś moim wychowaniem.
Pozwoliłaś mi poznać co dobre, co wstrętne,
Co czyste, klarowne oraz to co mętne.

To Ty mnie nauczyłaś jak żyć kolektywnie,
Ty też mnie przekonałaś żeby żyć aktywnie.
To Ty oprócz teorii jeszcze żeś mi dała
Wiele wiedzy praktycznej oraz sprawność ciała.

Tym mi się przysłużyłaś - o tym nie zapomnę
Iw życiu wiele razy jeszcze o tym wspomnę.
Nie wstydzę się dziś tego wszystkim opowiedzieć,
Myślę bowiem, że każdy powinien to wiedzieć.

Że jest taka Szkoła, cudowna, wspaniała,
Która wysokie notowania ma i miała.
Wyszkoliła fachowców znanych, docenianych,
A niejednokrotnie nawet uwielbianych.

Cieszę się, że inni są też tego zdania
I że każdy ma dziś wiele do opowiadania.
Niech więc pozostanie w naszej świadomości,
Że WSWF-AWF to Szkoła sprawności i mądrości.