SPOTKANIA ROCZNIKA 1964 - 1968


ZJAZD ROCZNIKA 1968 W ZIELEŃCU

„Do stołu siadam za pióro chwytam i z Wami Najbliżsi się witam” - tym staromodnym zwrotem moi przodkowie (dziadkowie} w pierwszych słowach korespondencji zza Oceanu rozpoczynali każdy list. Toteż i ja pozwoliłem sobie na taka fanaberię. Na grzbiecie przecież ładnych dziesiąt lat..., ale do rzeczy.

Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, które miały miejsce w ubiegłym roku na zjeździe w Paczkowie, a jego głównym organizatorem był Stasiu Kurzeja, zostałem jednomyślnie namaszczony na organizatora w roku bieżącym w ZIELEŃCU. Słowo się rzekło - do pomocy poprosiłem sprawdzone w organizacji naszych spotkań Mirkę Turyńską i Dusię Jezierską. Mając takie zaplecze przystąpiłem do uzgodnień terminu, miejsca i kosztów. Muszę powiedzieć, że z tym nie było większych problemów. Właściciele pensjonatu ABSOLWENT; Maria i Wojciech Zaczykowie, przystali na nasze propozycje, toteż w dniach od 13 do 15 września 2013 roku mógł się odbyć nasz ZJAZD.

Spotkanie rozpoczęło się od przybycia w piątkowe popołudnie gości, na których czekał główny organizator we własnej osobie, czyli ja, BEN KARMOWSKI oraz stół z ciepłym jadłem i gorącym napitkiem. Dwojąc się i trojąc rozdzielałem na wszelkie życzenia apartamenty jedno i dwuosobowe. W godzinach wieczornych odbyła się kolacja, którą zaplanowano pierwotnie na dworze, ale aura skorygowała nasze plany (deszcz) i przeniesiono ją na salony restauracyjne. Następnego dnia przed południem, po śniadaniu, miały miejsce pogaduszki w podgrupach. Na godz.13-tą zaplanowany był wyjazd wyciągiem krzesełkowym do schroniska po stronie czeskiej i obiad w MASARIKOVEJ CHACIE. Padający deszcz pomniejszył atrakcyjność naszego spotkania, bo podróż na obiad odbyliśmy własnymi środkami lokomocji. O tej wycieczce na czeską stronę nie będę się rozpisywał, a przejdę do opisu uroczystej kolacji zaplanowanej na godz. 19- tą. KOCHANI! - TEGO nie da się opisać, to trzeba było zobaczyć jak wyglądały nasze koleżanki. Zaraz wróciły lata studenckie. Do atmosfery doskonale wkomponował się DJ który dobrał świetnie muzykę naszych czasów. No, i tu dopiero okazać się miało, kto jest obolały i niedomagający. Ale takich nie było. PANOWIE dumnie wypinali piersi i wciągali brzuchy, jakby czas nie miał dla nich żadnego znaczenia. PANIE natomiast niczym ANIELICE pląsały w tańcach starannie utrzymując cechę, której nie powstydziłaby się Tatiana Pietrow. Jednym słowem „szał – ciał”.

Józek Łabudek jak ruszył w tany o 19- ej, to zapomniał o jedzeniu i cały czas bujał w obłokach. Nie odstawał od niego Stefciu Fiedorow, który z wielką gracją obtańcowywał Wandę Karmowską (Bogusiak). Przykładne pary małżeńskie i taneczne stanowili Państwo Bugdołowie, Soczyńscy i Antonijczukowie, wśród których brylował Bolek z butelką śliwowicy z własnej gorzelni. Skosztowałem - była świetna (piękny bukiet zapachowy, doskonały smak). Śliwowica jednak szybko znalazła smakoszów i na śniadanie już jej brakło. Nie mogę nie wspomnieć o Lucku Matluchu, który z dostojnością dokumentował nasze spotkanie z okazji 45-tej rocznicy ukończenia przez nas studiów. Zarejestrowane na dyskach już porozsyłał do uczestników zjazdu. Czas skreślić kilka słów o naszej rocznikowej DIWIE, czyli Ludce RYMER (POGÓRSKIEJ), chodzącej dokumentalistce wszystkich przebojów rocznikowych, która przez cały czas pobytu przypominała o starych, ale jakże żywych piosenkach naszego własnego autorstwa. Mirka, Dusia i moja skromna osoba, z przyjemnością obserwowaliśmy przemiłą atmosferę. Nie opuszczając żadnego przeboju, od czasu do czasu zamieniając się w tańcu partnerkami i partnerami, doczekaliśmy godziny trzeciej nad ranem. Niedzielne śniadanie przeciągnęło się do godzin południowych. Długo też trwało pożegnanie uczestników z zapewnieniem udziału w spotkaniu w przyszłym roku.

Z reporterskiego obowiązku pragnę nadmienić, że chwilą ciszy i zadumy uczciliśmy pamięć tych przyjaciół, którzy od nas odeszli.

P.S.  Kończąc zaś swoje wywody, nie mogę pominąć MAJKI ZACZYKOWEJ, której pragnę podziękować za przygotowanie i pomoc w organizacji wszelkich naszych zachcianek, a także zmian, które zawsze mogą mieć miejsce, ale nie zawsze mogą znaleźć zrozumienie.

MAJKA – Twoje przetwory są rewelacyjne!

W tle grupy Zielenieckie „Regle”

BEN-V.PAWEŁ KARMOWSKI

Facebook