SPOTKANIA ROCZNIKA 1970 - 1974


NA TRZY DNI ZOSTAŁ UWOLNIONY CZAS

W latach 1970-1974r. studiowali razem i wówczas przeżyli z sobą wiele pięknych chwil. Wtedy, kiedy studiowali na Wyższej Szkole Wychowania Fizycznego we Wrocławiu były takie czy inne problemy, ale świat leżał u ich stóp. Następnie rozjechali się gdzieś po świecie i zazwyczaj dopadały ich obowiązki większego kalibru. Po latach postanowili ponownie się spotkać. Jak to zazwyczaj bywa, ludzie po tak długim okresie czasu są i bogatsi, i mądrzejsi oraz na swój sposób bardziej choć inaczej piękni. Tak też było i tym razem. Wszystko sprawdziło się podczas spotkania z okazji okrągłej 30 rocznicy zakończenia studiów naszego rocznika w 1974 r. Spotkanie odbyło się pod hasłem „powtórka z obozu”. W liście otwartym do wszystkich osób z naszego rocznika (oczywiście tych do których mieliśmy adresy) informowaliśmy, że powtórka z obozu jest po prostu niezbędna w związku z wejściem Polski do Unii Europejskiej. Argumentowaliśmy to koniecznością nostryfikacji certyfikatu ukończenia obozu letniego, który 33 lata temu odbywaliśmy w Olejnicy. Z pełną odpowiedzialnością zareagowało 49 osób i było to, jak na 120 osobowy rocznik, całkiem nieźle. Spotkanie odbyło się 24-26 września 2004r.

Najpierw powstał pomysł. Zaistniał on w głowach kilku osób, które następnie się spotykały i wysłały kolejne komunikaty do swoich koleżanek i kolegów za każdym razem uszczegółowiając program spotkania. Rzecz jasna parę tygodni wcześniej należało ustalić sprawy kosztów pobytu, menu, muzyki itp. Z tym wiązały się wcześniejsze dwie wizyty w ośrodku olejnickim.

W piątek zaczęliśmy się zjeżdżać do Olejnicy - miejsca wielce znaczącego, gdyż po pierwszym roku to właśnie tu mieliśmy okazję bardziej się sobie przyglądnąć i poznać. Część osób z komitetu organizacyjnego przybyło do Olejnicy wcześniej, jako że należało przygotować m.in. wystawę powiększonych zdjęć (ponad 200) pochodzących z okresu studiów (przede wszystkim z pięknie zachowanej kroniki rocznika), oznakowanie pokoi wraz z listą rozkładu pokoi, mieszkańców oraz przygotowanie wizytówek i kotylionów balowych itp.

Program pobytu wszyscy, którzy zgłosili swój akces otrzymali wcześniej, gdzie podkreślaliśmy obozowo-sportowy charakter spotkania, gdzie miały dominować tańce, gry i zabawy w podgrupach, ognisko, repertuar piosenek obozowych, skeczy i anegdot nawiązujących do obozów i życia studenckiego.

Tak też było, kolejni goście zjeżdżali się nie tylko z Polski, ale również z Niemiec czy Szwecji. Kolejne salwy entuzjazmu i okrzyków były znakiem, że właśnie ktoś nowy się pojawił. Zaproszeni byli dwaj specjalni dla naszego rocznika goście, mianowicie Rysio Jezierski i Stasio Maksymowicz.

Celowo piszę zdrobnienia imion, gdyż pozostali w nas przez te 30 lat, na tyle blisko, że pozwoliliśmy sobie na taki rodzaj spoufalenia. Ryszard był naszym i srogim i wyrozumiałym opiekunem roku, a Staszek był charyzmatycznym szefem bardzo barwnej i nowej w owym czasie podgrupy spadochroniarzy. Nie da się ukryć, że zżyliśmy się w czasie wielu wspólnych obozów, rajdów i imprez i to rzutowało na chęć bycia z sobą przez te trzy dni. Bal z zaproszonymi dwoma muzykantami trwał do wczesnych godzin rannych, takich figur i wygibasów pozazdrościłby nam nawet Janusz Pietrzyk, który cudownie jak na życzenie pojawił się w trakcie parkietowych rytmów. Po późnym śniadaniu odbył się historyczny apel, na którym starosta roku Stasiu T., przyjmuje raporty z poszczególnych grup rocznika, padają liczby, obecni, zwolnieni, niedysponowani. Nie obywa się bez stałych elementów rytuału obozowego życia, są pochwały, ale też niestety nagany, np. dla Jurka K. za przedwczesne „wiry”, które zepchnęły do łóżka już o 22.30, lub dla Asi D. za to, że urodziła się w dniu naszego spotkania, co spowodowało zbyt częste wymienianie jej imienia przez pana z wąsami z orkiestry. W końcowej części apelu następuje losowanie koloru koszulek, które dzielą nas na dwie podgrupy mające z sobą rywalizować w zbieraniu grzybów w czasie sobotniego dnia. Późny obiad, leżakowanie oraz przygotowanie do ogniska to kolejne punkty dnia. Pod wieczór wszyscy czuli się już u siebie, a w czasie ogniska nastąpiło apogeum. Po pierwszych przekąskach grillowych zaczęło iskrzyć, a pokazywane, śpiewane i opowiadane numery osiągały rzadko spotykaną temperaturę nawet dla wytrawnych „jajcarzy”. Ciemną nocą wróciliśmy z lasu, aby po padnięciu na wyrko, usłyszeć po pół godzinie „przybyli ułani pod okienko...”. To najaktywniejsza grupa bardów ogniskowych przedłużała nocne harce zachęcając co niektórych do ukazania się w nocnych koszulkach.

W dniu ostatnim przepiękna opowieść Ryśka J. o naszym roczniku, o uczelni i o tym co zmieniło się przez te lata. Wręczenie dyplomów dla największych oryginałów obozowych. Następnie wycieczka na przystań, sesje zdjęciowe jedno zbiorowe w załączeniu) i... rozmowy, rozmowy, rozmowy. Po obiedzie zaczęliśmy się rozjeżdżać.

Był to dobry i ważny czas, trochę jak powracające do punktu startu koło życia, i co najważniejsze, to wcale tak bardzo nie zmieniliśmy się przez te 30 lat, powiedziałbym nawet, że zdecydowana większość z nas pozostawiła w sobie rodzaj pasji i ciekawości życia. Nie mam zatem wątpliwość, że tego rodzaju kontakt będzie przez nas pielęgnowany, gdyż okazało się, że jest on żywy i inspirujący.

Było tak, jakby na trzy dni został uwolniony czas, no cóż.... planujemy kolejne spotkania.

Lesław Kulmatycki Rocznik 1970-74