SPOTKANIA ROCZNIKA 1991 - 1995


15 LAT MINĘŁO...

Tak naprawdę, to od obozu w Olejnicy minęło 17 lat, ale 15 lat temu ukończyliśmy studia na Słonecznej Uczelni. Nazwa zobowiązuje – pogoda podczas zjazdu Rocznika 1995 była piękna. Nie wiem, czym sobie zasłużyliśmy na takie ciepło i tyle słońca? Może jesteśmy wyjątkowi? A może to na zachętę, żeby się częściej spotykać? W każdym razie, ostatni weekend września 2010 był przepiękny.

Początek imprezy zaplanowano na godz. 20.00 – taka jest wersja oficjalna. Większość przyjechała już dużo wcześniej, aby jak najwcześniej spotkać się, zwiedzić Ośrodek (niektórzy pierwszy raz od obozu), a byli też spóźnialscy i tacy, którzy przyjechali tylko na jeden dzień, ponieważ obowiązki nie pozwalały im na więcej, a bardzo chcieli znowu choć przez chwilę poczuć się studentami.

Wieczorny bankiet rozpoczął się punktualnie wręczeniem każdemu uczestnikowi książki dr Henryka Nawary o historii obozów w Olejnicy. Całą noc odbywały się tańce, toczyły rozmowy, nie zabrakło jedzenia ani napojów (różnych!). Odbył się archiwalny pokaz przedstawienia studenckiego z 1993 r. Zakończenie wieczoru miało być o bladym świcie, lecz z powodu jesieni nie zdążyło się rozjaśnić i o godz. 5.00 musieliśmy zakończyć wielce udaną imprezę po ciemku.

W sobotę wszyscy zjawili się na śniadaniu o godz.10.00. Później była wycieczka kajakowa, a o godz. 12.00 na plaży przy ośrodku, odbyło się przedstawienie „Robin Hood 2”. Jest to kontynuacja pierwszej części, która miała premierę w Olejnicy 1993 r. Profesjonalizm reżysera i aktorów biorących udział w spektaklu doprowadził widzów do łez... śmiechu. Wszystko zostało utrwalone kamerą. Jest zapowiedź trzeciej części na następnym zjeździe i reżyser obiecał, że nie będzie trzeba czekać aż tylu lat.

Po dawce „wielkiej” kultury, kajakarze dokończyli swoją wycieczkę, a nawet znaleźli się odważni amatorzy kąpieli w jeziorze. Do obiadu zdążyliśmy posiedzieć w „Dianie”, a ciszę poobiednią przeznaczyliśmy na spacery i spotkania przy kawie. Został także rozegrany mecz siatkówki. Najlepiej mieli kibice, bo na kocach, na miękkiej ściółce leśnej podziwiali zmagania umięśnionych, zwinnych wuefistów i wuefistek.

Wieczorem spotkaliśmy się w „Dianie” na kolacji z wielkiego grilla, przy świecach, śpiewach i tańcach. Było bardzo, a to bardzo wesoło. Z satysfakcją należy stwierdzić, że ludzie się nie zmienili, a jeśli, to tylko na korzyść. Mieliśmy o czym rozmawiać i na pewno nie zdążyliśmy ze wszystkimi o wszystkim. Nie każdy wuefiak pracuje w zawodzie, chociaż duch sportowy pozostał. Dziewczyny – szczupłe i roześmiane, panowie – szarmanccy, silni i dowcipni.

W niedzielę po śniadaniu powrót do domu, do rodziny, do życia dorosłego i odpowiedzialnego. We Wrocławiu padał deszcz, a w Olejnicy nadal było ciepło, słońce przyświecało zza chmurek. Żal wyjeżdżać, więc 1/3 uczestników zjazdu została do obiadu. Spacer mieszczuchów po lesie zaowocował dosyć obfitym zbiorem grzybów. Pożegnaliśmy się z myślą o ponownym spotkaniu.

W zjeździe rocznika 1995 wzięło udział około 60 osób. Wszyscy bardzo dziękujemy organizatorom za możliwość spotkania się po latach, za znakomitą atmosferę i za świetną organizację - Arletto i Bartku wielkie dzięki!

Przed zabawą wspólna fotka

Dominika Fecica-Radziwon